brama

Napisane przez: lena 25-02-2019

Z rowerem i z humorem przemierza świat

Zdaniem Pawła Pieczki, autora bloga „Rajzy w nieznane”, najlepszy kompan podróży to…rower. To za jego pomocą dziennie pokonując 120, 130 km, przemierzał trasę z Godowa do Irkucka, a stamtąd autostopem dotarł do Władywostoku.

Niespotykana gościnność napotkanych mieszkańców tamtych rejonów, piękne krajobrazy i satysfakcja z kolejnego spełnionego marzenia złożyły się na opowieść, którą podróżnik podzielił się ze słuchaczami 22 lutego w Miejskiej i Powiatowej Bibliotece Publicznej. Była to historia ciekawa, zabawna i w sumie trwała 158 dni. – Wydawało mi się, że jestem przygotowany na wszystko, a już na początku wyprawy musiałem wymienić siodełko – wspominał Paweł Pieczka. – W cierpliwość musiałem uzbroić się na przejściu granicznym z Ukrainą. Nie mogłem pokonać go na rowerze, więc swoje odczekałem w samochodzie, którym dzięki uprzejmości kierowcy mogłem przedostać się na drugą stronę – mówił z uśmiechem. Po drodze mijał Lwów, Kijów, z przygodami przekraczał granicę z Rosją, Kazachstanem. Mógł podziwiać zapierające dech w piersiach widoki, budzący respekt ogrom rzeki Wołgi, odwiedził wieś o nazwie Wierszyna, która określana bywa małą Polską na Syberii, ponieważ w znacznej części zamieszkują ją emigranci z Zagłębia. – Najgorsze było to, że jadąc na Wschód ani razu nie widziałem zachodu słońca – żartował podróżnik. – Na własnej skórze przekonałem się o gościnności ludzi tam mieszkających. To były fantastyczne spotkania. Często proszono mnie o pozowanie do pamiątkowego zdjęcia, bo okazało się, że ja także byłem swego rodzaju turystyczną atrakcją. Niejednokrotnie byłem „wyłapywany” z trasy i zapraszany do domów, gdzie zawsze czekał suto zastawiony stół i regionalne trunki. Za pierwszym razem po takiej uczcie z trudem pokonałem kolejny etap podróży – dodawał z uśmiechem Paweł Pieczka. Astana, stolica Kazachstanu, nie przypadła podróżnikowi do gustu, a nawet kojarzyła się z bezdusznością. Za to jego serce skradły góry Ałtaj, a z odwiedzanych miast najbardziej spodobał się sam finał – czyli Władywostok. Większość trasy mieszkaniec Godowa pokonywał jesienią, jak wspominał zima zaatakowała go w miejscowości Zima, niedaleko Irkucka, w którym zakończył rowerową wyprawę. Stamtąd autostopem dostał się do Władywostoku. – W sumie ten odcinek zajął mi dziesięć dni. Najdłużej autostopem z jednym kierowcą jechałem sześć dni. Było to ciekawe doświadczenie, tam taka forma podróżowania jest dość popularna, choć nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć ile czekać będziemy na to, aż ktoś się zatrzyma. Jednak zdecydowanie wolę rower i podróżowanie w pojedynkę. Samotność mi nie przeszkadza, czuję się panem swojego losu, a przy podejmowaniu decyzji zawsze mogę liczyć na jednomyślność – opowiadał.

Plan udało się zrealizować z nawiązką. Dzięki internetowej akcji „Pocztówka z Irkucka”, sporemu nią zainteresowaniu, pasjonat mógł za zebrane środki zafundować sobie klasyczną objazdową wycieczkę po Japonii i Korei Południowej. – Pocztówki wypisywałem dwa dni, ale warto było – puentował z uśmiechem.

Z Władywostoku wrócił do Moskwy koleją transsyberyjską, o czym także marzył. Poprzez Mińsk, Wrocław dotarł do rodzinnego Godowa. Na kolejną emocjonującą podróż wybiera się latem. Celem także będzie Azja i między innymi Kazachstan, Uzbekistan, Turkmenistan. Warto dodać, że Paweł Pieczka rowerowe wyprawy rozpoczął w 2012 roku i jak wspominał, pierwsza podróż do Cieszyna kosztowała do sporo. A teraz na rowerze potrafi „skoczyć” do Portugalii czy Norwegii.

Skomentuj wpis jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • FOTORELACJE

  • marzec luty listopad