brama

Napisane przez: lena 31-07-2019

Z pasji powstał film „Sen o wolności”, którego premiera już jutro

Szczegóły swojego pomysłu starali się zachować w tajemnicy do samego końca. Jego efekty poznamy już jutro. Na 1 sierpnia grupa młodych wodzisławian zaplanowała premierę filmu „Sen o wolności”. A już dziś o pracy nad nim opowiada jego pomysłodawca Filip Mojżysz.

Z jakich powodów grupa młodych ludzi postanowiła nakręcić film, odwołując się do tak trudnej tematyki?

Filip Mojżysz: Wybór nie był przypadkowy. Historią interesuję się od około pięciu lat. Głównie zajmują mnie tematy powstania warszawskiego i to, co ma związek z „Żołnierzami Wyklętymi”, czyli żołnierzami polskiego powojennego podziemia niepodległościowego i antykomunistycznego. Z drugiej strony interesuję się też kinem, filmowaniem i pracą, jaką wykonuje operator filmowy. Uznałem, że te moje zainteresowania da się połączyć. W parę miesięcy napisałem scenariusz, na podstawie którego powstał film „Sen o wolności”.

Łatwo zachęciłeś osoby współtworzące film do podjęcia się jego realizacji?

Wiem, że temat po który sięgamy jest bardzo trudny i dyskusyjny. Wiem też, że ten film spotka się z hejtem. Opinie na temat powstania warszawskiego i „Żołnierzy Wyklętych” wśród naszego społeczeństwa są podzielone. Są tacy, co uważają, że powstanie warszawskie było potrzebne, a żołnierze podziemia niepodległościowego byli dobrymi ludźmi. Są też tacy, którzy negują zasadność powstania, a żołnierzy nazywają bandytami. Ja natomiast sądzę, że nie mamy prawa oceniać tego, co było. Nie żyliśmy pod uciskiem, nie mamy takich traumatycznych doświadczeń. Natomiast, wracając do pytania, tak naprawdę jedna rozmowa z grupą przyjaciół wystarczyła mi, by przekonać ich do pracy nad filmem. Okazało się, że to było proste zadanie.

foto: pokolenie_z

Wasz film dotyka wartości istotnej jak nie najważniejszej, a mianowicie decyzji o poświęceniu własnego życia dla innych, w imię wolności. Czym dla Ciebie jest wolność?

To są bardzo ważne wartości także dla mnie. Cieszę się, że jestem Polakiem, że mogę mówić po polsku, nie wstydzę się historii swojego kraju. Mogę decydować o sobie, ale i ponoszę odpowiedzialność, za to, co robię. I właśnie tak rozumiem wolność, tak też rozumiem patriotyzm. Historię trzeba znać, bo – jak ktoś trafnie zauważył – inaczej będziemy musieli ją powtórzyć.

Opowiedz pokrótce, jak wyglądała praca nad realizacją filmu, od momentu zrodzenia się pomysłu po efekt finalny?

W sumie praca trwała kilka miesięcy. Wpierw powstał scenariusz. Przyjaciele zaakceptowali go i rozpoczęły się poszukiwania scenografii, zwłaszcza mundurów. W tym momencie chcę mocno podkreślić, że mundury, jakie wykorzystujemy nie są autentyczne. Bez problemu rozpozna to każdy, kto zna się na tym. Mam nadzieję, że widzowie będą dla nas wyrozumiali. Mamy po szesnaście lat, ze względu na niewielki budżet nie mogliśmy sobie pozwolić na więcej. Co działo się potem? Ustaliliśmy gdzie i kiedy będziemy kręcić zdjęcia do filmu. Wybraliśmy, m.in. wodzisławski Rynek, teren wokół Balatonu, hotel Amadeus czy wnętrze kościoła pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Całość udało się nakręcić praktycznie w tydzień, wieczorami każdego dnia montowałem materiał. Sporo scen kręciliśmy w nocy, wykorzystaliśmy też ujęcia, które powstały o wchodzie Słońca. „Sen o wolności” to historia dwóch przyjaciół i oficerów, którzy wzięli udział w powstaniu warszawskim, a z którego nie wrócili ponieważ swoje życie poświęcili na walkę z sowieckim okupantem.

Najważniejsze dla Was jest jego przesłanie?

Zdecydowanie tak. Od samego początku zależało nam na tym, by odbiorcy skupiali się na wartościach propagowanych przez ten film, a nie na tym, w jaki sposób jest on zrobiony. To są mniej istotne szczegóły. Dedykuję ten film wszystkim bohaterom wojennym. Nie typuję konkretnej grupy, do której ma oo trafić. Po prostu chciałbym, żeby zobaczyło go jak najwięcej osób.

foto: pokolenie_z

Kto zaangażował się w proces twórczy?

Praktycznie cały czas pomagali mi: Kacper Kamiński, czyli główny bohater, Karolina Mendla, która zajmuje się promocją, Emilia Krypczyk, która pomagał mi nagrywać, Wiktor Bandała, który był operatorem drona, Łukasz Wyputa – operator kamery w tytułowej scenie. Do powstania filmu przyczyniły się Wiktoria Handzik, Hania Gawlik, a także ksiądz Jan Krall. Jeśli o kimś zapomniałem, przepraszam. Nieodzowna była pomoc moich rodziców. Bardzo dziękuję też panu Robertowi Kempie za ogromne wsparcie muzyczne, gdyż na potrzeby filmu udostępnił nam utwory ze swojej płyty „Dźwięki Pamięci”.

Rodzice akceptują każdy pomysł, jaki zrodzi się w Twojej głowie?

Przede wszystkim bardzo mnie kochają. Zdążyli już przywyknąć do tego, że mam nietypowe pomysły. Moja przygoda z filmowaniem zaczęła się od tego, że… zachciało mi się drona! Rodzice nie byli na początku do tego pomysłu przekonani, więc musiałem go kupić potajemnie. Po dwóch latach mojego „latania” zobaczyli, że faktycznie coś dobrego może z tego wyniknąć. Wiem, że zawsze mogę na nich liczyć.

Na planie pewnie nie brakowało zabawnych momentów…

Oj tak, było ich bardzo dużo. Na przykład operator kamery z poświęceniem wykonując swoje zadanie, wpadł w pokrzywy. Obiecuję, że kulisy z pracy nad filmem też kiedyś pokażemy. Bywało, że przypadkowe osoby pytały z zaciekawieniem, co robimy. Odpowiadaliśmy dość tajemniczo. Skorzystałem też z propozycji przejażdżki dźwigiem, którą zaproponowano mi pewnie dla żartu, ale… mi nie trzeba dwa razy powtarzać! I tym sposobem, z góry zrobiłem nowe, piękne ujęcia.

Filipie, w której roli czujesz się najswobodniej?

W roli aktora nie czuję się za pewnie. Zdecydowanie wolę stać po drugiej stronie kamery, jednak przełamałem się, bo bardzo chciałem w tym filmie wystąpić. Scenarzystą… cóż, też chyba nie jestem najlepszym. Najlepiej czuję się w roli operatora kamery! Bardzo to lubię. W przyszłości chciałbym zostać operatorem, może założyć własną wytwórnię filmową i samemu wszystkim zarządzać. Jestem samowystarczalny, potrafię sobie z wieloma rzeczami poradzić w pojedynkę, ale jak mam ludzi do pomocy, to jestem im bardzo wdzięczny.

foto: Gazeta Wodzisławska

Czy obraz, który powstał, daje Ci poczucie satysfakcji?

Biorąc pod uwagę to ile ja i moi znajomi mamy lat oraz brak większego doświadczenia w produkcji filmów, uważam, że całość wyszła całkiem dobrze. Film trwa trzynaście minut i proszę mi wierzyć – choć nie jest długi – pracy nad jego powstaniem mieliśmy naprawdę sporo. Jestem zadowolony z tego, co udało nam się osiągnąć. A w przyszłości będziemy robić więcej. To jest nasz filmowy debiut i nasze wspólne dzieło.

Jutro Ciebie i trójkę Twoich znajomych czeka ważny dzień…

Tak, jutro 1 sierpnia Karolina Mendla, Wiktor Bandała, Kacepr Kmiński i ja będziemy w Warszawie. Nie wiem, jak odbierają to wydarzenie moi znajomi, ale…nie wiem nawet, jak mam opisać to uczucie… odkąd interesuję się historią, odkąd zobaczyłem film „Miasto 44”, od tamtego momentu marzyłem, by 1 sierpnia spędzić w Warszawie. I teraz je spełniam.

foto: pokolenie_z

Sądzisz, że ten film zainteresuje Waszych rówieśników? Że może stać się dla nich impulsem do zgłębiania historii?

Mam nadzieję, że tak. Wiele osób udostępniło zwiastun filmu, który wrzuciliśmy na portalu YouTube. To było dla nich totalnym zaskoczeniem. Nie mieli pojęcia, że coś takiego powstaje. Produkcję „Snu o wolności” trzymaliśmy w tajemnicy. Dopiero od 15 lipca, czyli od pierwszego dnia nagrywania, zaczęliśmy udostępniać pierwsze zdjęcia. Nie wyjaśnialiśmy jednak o co dokładnie chodzi, nie zdradzaliśmy szczegółów. I tę tajemnicę zachowamy do jutra.

Zatem czekamy do jutra. Dziękuję za spotkanie.

Również dziękuję.

Zwiastun filmu zobaczyć można na: https://bit.ly/2YueXwF

Skomentuj wpis jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • FOTORELACJE

  • październik wrzesien sierpien