brama

Napisane przez: lena 21-01-2021

Wspomnienia o babci i dziadku


W styczniu swoją uwagę kierujemy szczególnie w stronę bliskich nam wszystkim babciom i dziadkom. To postaci ważne w życiu każdego człowieka, bez względu na to, czy ma on kilka, kilkanaście czy już kilkadziesiąt lat. Ich obecność zawsze dodawała odwagi, rozwijała, ubarwiała codzienność. Pełnili nieocenioną rolę. Każdy krok, każda decyzja podejmowana w ich towarzystwie wydawała się być bardziej rozsądna i sensowna. Byli i są dla wielu wsparciem, autorytetem. Bywają doskonałymi przyjaciółmi.

Wspomnieniami o babci i dziadku z czytelnikami postanowił podzielić się Władysław Szymura. Byli oni bez wątpienia ważnymi postaciami dla wodzisławianina. Historia ich życia stała się dla niego ogromną inspiracją. Mowa o Barbarze i Mateuszu Brachmańskich. Być może dla innych te, przytaczane poniżej wspomnienia, staną się okazją do zgłębienia swoich – tych dotyczących wspólnych chwil spędzanych z naszymi babciami i dziadkami. Staną się inspiracją do podróży w przeszłość i refleksji.

„Dziadek Mateusz przepracował na kopalni „Rymer” pięćdziesiąt lat. Do pracy jeździł na rowerze. Gazety o nim pisały, że w sumie, przez te wszystkie lata objechał na dwóch kółkach kulę ziemską. Otrzymaliście imiona, Mateusz i Barbara. Staranne wychowanie rodzinne i religijne. Spoglądam na pożółkłe zdjęcie zawieszone w moim pokoju: Ty dziadku i Twoja ukochana żona Barbara, moja babcia. W mojej pamięci pozostał obraz dzieciństwa. Zielony ogród, kwitnące ziemniaki i Ty schylony wśród nich zbierający rzekomo „amerykańską” stonkę ziemniaczaną. Słyszę wołanie babci Barbary: „Mateusz, przyjdź na obiad”. Wielokrotne wołanie. Nie dosłyszałeś, bo Twój słuch już nie był taki jak kiedyś. Praca wśród huku maszyn zrobiła swoje. Pamiętam, jak biegłem do Ciebie Starziku: „Starka Cię woła, mosz iść na obiod”. Niedaleko ogrodu biegła piaszczysta droga, a nią wczesnym rankiem jechali ci, których już nie ma pośród nas. To droga do huty Silesia – dobroczyńcy w tamtych czasach.

Gazety o nim pisały

A wieczorem kluski na blasze robione dla gęsi i opowieści Starzika i Starki o minionym dniu. Na podłodze w kuchni leżał Twój stale psujący się rower, którym objechałeś kulę ziemską. Tak o Tobie pisały gazety. Mam jedną z nich do dzisiaj. Trzymam ją jak relikt, bo przecież o Tobie, kochany Dziadku Mateuszu wtedy pisali. Widzę kroplę potu spływającą po Twojej twarzy. Nie ma powietrza w kole, a tu daleka droga przed Tobą. Nigdy przecież do pracy się nie spóźniłeś – też o tym pisali. Przemierzałeś codziennie drogę z Wielopola na kopalnię Rymer, w deszczu, w śniegu, na mrozie. Pamiętam Twoją oszronioną twarz, kiedy wracałeś w zimowe dni po ukończonej pracy. Ile takich niezliczonych dni było w Twoim życiu?

Byłeś Dziadku powstańcem

Już tyle lat, jak Was nie ma, Dziadku i Babciu, a ja wciąż pamiętam, wszystko przypominam sobie dopiero teraz, bo sam jestem już dziadkiem. Pamiętam wszystko tak, jakbyście odeszli wczoraj. Wciąż przeglądam Wasze zdjęcia – Twoje Dziadku, z łysiną i wysokim czołem. Widzę uśmiechniętą, zadowoloną twarz. Byłeś w życiu bardzo cierpliwy. Dziś wiem, że na Twojej twarzy kryły się ślady ludzkich cierpień, tragedii, przeżyć. Prześladowania okupanta. Byłeś przecież powstańcem. Twój ukochany syn dogorywał na oświęcimskiej pryczy w obozie koncentracyjnym. Miał dopiero 27 lat. Pamiętam Twoją zbolałą twarz po tym, jak pijani hitlerowcy najechali Cię samochodem, aby Cię zabić, bo byłeś Polakiem.

Bóg zapłać, Mateuszu

Tak naprawdę potrafiłeś wszystko. Byłeś kowalem, piekłeś chleb we własnym, zbudowanym przez siebie piecu, naprawiałeś dziurawe garnki, które przytrzymywałem Ci w czasie naprawy. Rwałeś zęby zbolałym mieszkańcom, którzy przychodzili do Ciebie. Nie brałeś za to ani złotówki. Pamiętam jedyne słowa: „Bóg zapłać, Mateuszu”.

Patrzyłem na Ciebie oczami dziecka i myślałem: „Mój kochany Starzik, wszystko potrafi”. Byłem z Ciebie dumny. Pamiętam te wszystkie dentystyczne kleszcze, które po wojnie długo jeszcze leżały w przydomowej szopie. Wędziłeś mięso, na żarnach mełłeś zboże, byłeś pszczelarzem. Twoje pszczoły o mało nie spowodowały mojej śmierci. Byłem uczulony na użądlenia, uczulenie doprowadziło do poważnego stanu i zagrożenia życia. Wszędzie przecież chciałem być tam, gdzie Ty, przy Twoich ulach.

foto: Pamiątkowy portret dziadka Władysława Szymury (arch. W. Szymura)

Żyj szczęśliwie…

Pamiętam, kochany dziadku Twoją zmartwioną twarz, Twoją rozpacz, że to może z powodu Ciebie i Twoich pszczół. Ja tak nie myślałem. Przecież cieszyłeś się, kiedy stałem przy Tobie przy wszelkich pracach, które wykonywałem. To przede wszystkim dla mnie, chorowitego dziecka, miał być ten miód. Pamiętam skonstruowany przez Ciebie „brusek” do ostrzenia noży, nożyczek i innego sprzętu. I twój głos: „Kręć to pryndzyj, bo starka się nie doczeko na te noże”. Pamiętam dziadku ten dzień, kiedy udzielałeś mi błogosławieństwa ślubnego. Prosiłem Cię o to. Byłeś już ciężko chory, przykuty do łóżka. Leżałeś samotnie w pokoju, przy zasłoniętym oknie. Patrzyłeś na mnie i na moje ślubne ubranie ze łzami w oczach. Powiedziałeś wtedy: „Tak bych chcioł być na tym twoim weselu, ale widzisz”. Z wielkim trudem podniosłeś rękę wypowiadając słowa: „Żyj szczęśliwie kochany synku”.

Pajęczyna jak lekarstwo

Pamiętam to wszystko i często powracam myślami do Ciebie. Pamiętam i Ciebie Babciu. W eleganckiej kreacji: spódnicy, zopasce i bluzie. Pamiętam Cię siedzącą na ryczce i obierającą ziemniaki na obiad. I mokrą szmatę, którą mnie nieraz „bierzmowałaś”, jak byłem niegrzeczny. Zawsze byłaś taka czysta. Urodzona w Radlinie. Lubiłem słuchać Twoich opowiadań, wspomnień z Twojej młodości. Pamiętam Twój krzywy palec u ręki, który w czasie rąbania drewna uciął Ci Twój braciszek, a który Twój tata opatrzył ci pajęczyną zebraną w chlewie i zawinął zwykłą szmatą. Pracowałaś ciężko u bogatych, nigdy jednak nie narzekałaś. Byłaś pogodna, żądna wiedzy, oczytana jak na tamte czasy, uśmiechnięta. Zawsze chciałaś dużo podróżować. Jeszcze dziś widzę, jak idziesz z kościoła trzymając w ręku czarną torebkę, z chustą zarzuconą na plecach. Dziękuję Ci za wychowanie moich dzieci. Ty jedna podałaś mi rękę w ciężkich chwilach. Widzę Cię dziś, jak trzymasz na rękach malutką Donatę z unieruchomionymi nóżkami. Uczyłaś ją chodzić. Ile musiałaś w to włożyć wysiłku? Jeszcze raz dziękuję Ci za to wszystko.

Świat z pożółkłych fotografii

Tamtego Śląska już nie ma. Zniknęły z rodzinnego Wielopola zielone miedze, złociste łany, kryształowa woda w rzece. Gdzie się podziały rosnące wzdłuż drogi piękne, dorodne drzewa połączone koronami, tworzące zielony tunel. Nie ma już prawdziwej „manglowni”, do które zanosiłem bieliznę. Nie ma już mieszkańców przy krzyżach, gdzie w majowe dni odbywały się nabożeństwa majowe. Nie ma już tych miejsc wspólnych, dziecinnych zabaw. Nie ma Dziadka Mateusza i Babci Barbary. Leżą przede mną pożółkłe kartki kochany Dziadku. Przesyłałeś je z wczasów zafundowanych przez kopalnię, na której przepracowałeś 50 lat. Pożółkłe fotografie moich Dziadków zajmują szczególne miejsce w moim sercu, w moim domu. Tak pięknie napisał Longin Musioł, „syn tej ziemi”, o tych ludziach: „Żyli cicho, cicho pracowali, cicho odeszli”.

Materiał nadesłany przez Władysława Szymurę

Skomentuj wpis jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • FOTORELACJE

  • luty styczeń grudzień