brama

Napisane przez: lena 21-01-2021

Wciąż pamiętamy

W dziejach naszego miasta niewiele jest takich wydarzeń, które zapisałyby się na kartach historii w tak trwały sposób. Wydarzeń tragicznych, o sile rażenia dotykającej wielu tysięcy ludzi. Takim był marsz śmierci z Auschwitz do Wodzisławia Śląskiego. W tym roku obchodzimy jego 76. rocznicę.

– Jeśli chodzi o etap badawczy, dotyczący tego fragmentu historii, to raczej rozdział zamknięty. Wątpliwe, abyśmy znaleźli jakieś nowe fakty. Brakuje już też, co oczywiste, bezpośrednich świadków tego wydarzenia – zaznacza Piotr Hojka z Muzeum w Wodzisławiu Śląskim, który przez lata wnikliwie zajmował się tym tematem. – Oczywiście, można dogłębnie przyjrzeć się pojedynczym dniom marszu, ciekawe do opracowania mogą być też poszczególne ucieczki z kolumny, ale to będzie tylko dopełnienie historii, jaką już znamy, o szczegóły. Należy zaznaczyć, że to nie był jeden marsz, ale marsze rozplanowane na kilka dni, od 17 do 23 stycznia 1945 roku. Kilka transportów odbyło się od Wodzisławia Śląskiego i kilkanaście z naszego miasta – dodaje badacz, który wspólnie ze Sławomirem Kulpą, dyrektorem Muzeum w Wodzisławiu Śląskim jest autorem publikacji „Kierunek Loslau. Marsz ewakuacyjny więźniów oświęcimskich w styczniu 1945 roku”. Rzecz ukazała się w 2016 roku.

W związku z ofensywą Armii Czerwonej w styczniu 1945 roku Niemcy zdecydowali o likwidacji obozu i ewakuacji dziesiątek tysięcy więźniów z Oświęcimia do obozów koncentracyjnych położonych w głębi III Rzeszy. Pierwszy etap ewakuacji tzw. marszu śmierci odbywał się na trasie pomiędzy Oświęcimiem a stacją kolejową w Wodzisławiu Śląskim, na której więźniowie zostali załadowani do wagonów towarowych i przetransportowani w głąb III Rzeszy. Od 17 do 23 stycznia wyprowadzono z KL Auschwitz i jego podobozów około 56 tys. więźniów w pieszych kolumnach ewakuacyjnych. Trasę pokonywali w mrozie, w przerażających warunkach sanitarnych. – Wyszło 56 tys. więźniów, a dotarło do miasta 25 tys. Zaznaczyć trzeba, że dane te dotyczą liczby więźniów z macierzystego obozu, to liczba pewna, ale, jak przypuszczam, minimalna. Cała ewakuacja obejmowała też funkcjonujące podobozy, stąd też uważam, że do Wodzisławia mogło dotrzeć nawet 30 tyś więźniów. Aby uzmysłowić sobie skalę tego wydarzenia warto wiedzieć, że nasze miasto liczyło wówczas 4 tys. mieszkańców – podkreśla Piotr Hojka.

Wyczerpująca wędrówka

Kolumny miały składać się wyłącznie z ludzi zdolnych do odbycia kilkudziesięciokilometrowego marszu. Warto zaznaczyć, że trasa z Oświęcimia do Wodzisławia Śląskiego liczyła 63 km. Jednak w obawie przed zgładzeniem, zgłaszali się do wyjścia także więźniowie chorzy i wycieńczeni. W trakcie marszu esesmańscy konwojenci strzelali zarówno do więźniów usiłujących zbiec, jak i tych wyczerpanych fizycznie, którzy nie byli już w stanie dotrzymać im kroku. – Więźniowie ubrani w pasiaki maszerowali w drewnianych, obozowych butach, często okryci kocami. Co niektórzy mieszkańcy miasta zapamiętali charakterystyczny stukot drewniaków. Po dotarciu na stację kolejową więźniowie czekali na zmrożonej łące w pobliżu torów towarowych i parowozowni na załadunek – dodaje pracownik Muzeum. Szacuje się, że tylko na terenie Górnego Śląska śmierć poniosło około 3 tys. ewakuowanych więźniów, zaś w trakcie całej ewakuacji zginęło nie mniej niż 9 tysięcy, a prawdopodobnie do 15 tysięcy więźniów KL Auschwitz. – 50 to liczba ofiar marszu na terenie miasta, z kolei na stacji dworca kolejowego życie straciło ponad 30 osób – uzupełnia Piotr Hojka. Jak przeczytać możemy w publikacji „Kierunek Loslau…” załadunek więźniów na stacji w Wodzisławiu Śląskim był epilogiem właściwego marszu śmierci z Auschwitz do Loslau. Skład przeznaczony do transportu najczęściej liczył około 30 otwartych wagonów towarowych – węglarek, do których ładowano stłoczonych więźniów. Nie wszyscy więźniowie zostali załadowani do wagonów, część pognano pieszo dalej w kierunku zachodnim, przez Pszów i Racibórz.

Dawał nadzieję

– Wielokrotnie miałem okazję rozmawiać z Jerzym Michnolem, uczestnikiem marszu śmierci, który co roku był obecny w naszym mieście na wydarzeniach upamiętniających te tragiczne wydarzenia. To, co mówił utkwiło mi w pamięci. Z jednej strony zapamiętał marsz jako jedną z najgorszych chwil spędzonych w obozach koncentracyjnych, z drugiej – ten marsz dawał nadzieję, że te traumatyczne doświadczenia dobiegły końca. Uważał, że w Wodzisławiu Śląskim skończyło się najgorsze – wspomina Piotr Hojka. – Tematem drugiej wojny światowej zacząłem zajmować się dlatego, że ciekawiło mnie to jak przebiegała na terenie naszego miasta. Interesowało mnie też to, co mogłem bezpośrednio zbadać, nawet poprzez rozmowy ze swoim dziadkiem. Początkowo interesowałem się wyłącznie 1 września, potem poszerzyłem ten zakres. Marsz śmierci był niezwykle ważnym fragmentem tej historii. Poczułem się w obowiązku, by pochylić się nad tym tematem, przybliżyć go innym. W końcu, by o nim pamiętać i przypominać. By dać świadectwo tego czasu, wiedząc, że historia zaciera się, jeśli nie zostaje utrwalona w dokumentacji i badaniach – przekonuje Piotr Hojka.

foto: Świadkowie tamtych wydarzeń, z którymi Piotr Hojka spotkał się w 2010 roku (P. Hojka)

Pamiętamy

Budujące jest to, że o marszu śmierci wodzisławianie pamiętają. Rokrocznie w dowód pamięci organizowane są wydarzenia upamiętniające tułaczkę więźniów. Na stałe w ich harmonogram wpisał się Marsz Pamięci, podczas którego grupa piechurów pokonuje trasę zbliżoną do tej, w jaką w 1945 roku wyruszyło blisko 56 tysięcy więźniów z obozu KL Auschwitz. Jego inicjatorem jest Jan Stolarz. W ubiegłym roku trasę tę pokonano po raz dziesiąty. W tym roku, ze względu na obostrzenia wynikające z pandemii, obchody mają skromniejszą formę, niemniej delegacje złożył kwiaty na cmentarzu przy ul. Ofiar Oświęcimskich, tablicy pamiątkowej na ul. Michalskiego i w miejscu pamięci na dworcu kolejowym. – Liczę na to, że doczekamy się wspólnych obchodów, które dopełni konferencja dedykowana temu tematowi. To ważne, by pamiętać – puentuje Piotr Hojka.

foto: Jan Stolarz z grupą piechurów Marszu Pamięci (M. Szymańska)

Aby zgłębić temat, niewątpliwie warto sięgnąć po publikację „Kierunek Loslau. Marsz ewakuacyjny więźniów oświęcimskich w styczniu 1945 roku”. Licząca 120 stron książka, na którą składa się dziewięć artykułów, omawia wydarzenia rozgrywające się na liczącej 63 km trasie przebiegającej przez miejscowości powiatów: oświęcimskiego, pszczyńskiego, rybnickiego, wodzisławskiego, w tym miasta: Oświęcim, Pszczyna, Żory, Jastrzębie Zdrój, Wodzisław Śląski. To efekt prawie dwuletniej pracy badawczej. To publikacja ważna, pozwala bowiem tę dramatyczną pamięć o bestialsko pomordowanych zachować i przekazać kolejnym pokoleniom. – Publikacja to swoisty pomnik, jaki stawiamy ofiarom marszu śmierci. To praca zbiorowa, traktująca o jednej z największych tragedii XX wieku, jaka rozegrała się na terenie Górnego Śląska – mówi Piotr Hojka, współautor. Dodajmy, że publikacja dostępna jest w Muzeum w Wodzisławiu Śląskim.

Skomentuj wpis jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • FOTORELACJE

  • luty styczeń grudzień