brama

Napisane przez: lena 18-11-2020

Warto dbać o to, czym się karmimy

Z przekonania i doświadczenia wie, że mamy wpływ na to, co nas spotyka. W swojej dwudziestoletniej pracy terapeutycznej z oddaniem i ogromną energią pomaga innym znacznie odważniej stawiać kroki na życiowej drodze. Szuka i wskazuje dobre rozwiązania, które z korzyścią przenosi także na własny grunt. Jak zaznacza pedagog i terapeuta Olga Kokot, wszak o niej mowa, robi to, co kocha – pomaga innym żyć pełnią życia.

Jak sensownie przetrwać obecny, szczególnie wymagający czas? Czy to dobry moment, by zrewidować własne życie? Jak budować silne więzi z drugim człowiekiem? Między innymi o tym opowiada wodzisławska terapeutka, która zawodowo związana jest z Centrum Rozwoju Osobistego i Neuroterapii Gallus.

Pani Olgo, proszę powiedzieć, jak w tym czasie niestabilnym znaleźć w sobie równowagę?

Olga Kokot: Zastanawiałam się już nad tym, gdy pierwszy raz – wiosną – musieliśmy mocno ograniczyć nasze wyjścia z domu. Rozważałam, na ile ktoś ma wpływ na nasze samopoczucie, a na ile my sami mamy taki wpływ. Każdy z nas inaczej przechodzi okres izolacji czy kwarantanny. Mamy różne charaktery i odmienne priorytety. I tak, osoby ekstrawertyczne, które potrzebują kontaktu z drugim człowiekiem, lubią, gdy sporo się wokół nich dzieje, z pewnością o wiele trudniej radzą sobie z takim czasem niż introwertycy, którzy komfortowo czują się w zaciszu swojego domu. Inaczej na taką sytuację zareagują osoby, które są przekonane, że takie poświęcenie warte jest dobra innych ludzi, ich zdrowia, bezpieczeństwa, że ma ono głębszy sens. Ale są też osoby, które kompletnie nie wierzą, że coś takiego jak covid istnieje, więc ich nastawienie też będzie inne. Kwarantanna to jest poniekąd zamach na naszą wolność, na utarte przyzwyczajenia, co niektórzy mogą odebrać bardzo osobiście i takim osobom będzie trudno pogodzić się z narzuconymi nakazami. Kolejna rzecz jest taka, że inaczej z tą sytuacją poradzą sobie osoby, które mają stały dochód, a inaczej te, którym właśnie skończyła się możliwość zarabiania i nie za bardzo wiedzą, gdzie szukać wsparcia. Są różne życiowe okoliczności, które determinują nasze postrzeganie rzeczywistość. Mimo to, my sami mamy największy wpływ na to, jak ten czas izolacji przejdziemy. Czy wyjdziemy silniejsi, czy pokonani, dlatego że nasza psychika ma niesamowite przełożenie na zdrowie i na to, co dzieje się z naszym organizmem.

Otóż to. Bo ten czas, poza minusami, które niewątpliwie ma, możemy także wykorzystać do pracy nad sobą.

Tak, możemy przewartościować rzeczy, które robimy. Zastanowić się, czy one nas wzmacniają, czy wręcz przeciwnie – skutecznie osłabiają. W tym czasie możemy usiąść i zrobić coś dobrego dla siebie. Oczywiście, może też go zmarnotrawić. Co możemy zrobić, by utrzymać taką dobrą energię, wysoką wibrację? Jest kilka sposobów. Warto je dopasować do siebie. Pomocna w tym może być rutyna. Kwarantanna dla większości z nas jest zupełnie nową, zaskakującą sytuacją. Jednak uświadomiłam sobie, że niektórzy ludzie, z powodu poważnych chorób, doświadczają jej od bardzo długiego czasu. Dla własnego dobra tkwią w takim „domowym areszcie”, czasami bywa, że są zostawieni sami sobie i nie wiedzą jak sobie poradzić. To sprawiło, że sama zaczęłam zastanawiać się nad tym, co może nas wzmocnić, co może pomóc ten szczególny okres przetrwać. Stwierdziłam, że w sukurs mogą przyjść nam zwyczaje, rytuały codzienne, które – mimo że nie musimy zrywać się do pracy – organizują w określony sposób każdy nasz dzień. Wstajemy rano, przygotowujemy się do kolejnego dnia, może wykorzystać go na medytację, coś, co robimy dla ducha, potem jemy posiłek i tak dalej…Ważne jest, by w ogóle dbać o to, czym się karmimy, zarówno w sensie fizycznym, żeby w menu znalazły się wartościowe produkty, jak i psychicznym. Niezwykle ważne jest to, czym karmimy nasze umysły! Prosty przykład, jeśli z zewnątrz będziemy wyłapywać tylko informacje dotyczące ilości nowych zakażeń albo niedobrych rzeczy, które się wokół nas dzieją, to jest niemal pewne, że rozbudzimy w sobie wysokie poczucie lęku, chronicznego niepokoju, co bezpośrednio przełoży się na nasze zdrowie fizyczne. Przez co, m.in. z powodu wydzielania kortyzolu, który bardzo negatywnie wpływa na odporność naszego organizmu, będziemy wtórnie narażeni na zachorowania, nie mówiąc już o złym samopoczuciu. Warto w każdej sytuacji, zadbać o swój wygląd, dobrze czuć się z samym sobą, bowiem w tym momencie nabywamy poczucie sprawczości, a ono doskonale wpływa na naszą samoocenę. Czujemy, że mamy moc sprawczą, że coś możemy zrobić.

I że mamy wpływ na to, co nas spotyka?

Tak, dokładnie. Warto na przykład do swojej codzienności wnieść ćwiczenia fizyczne. Niekoniecznie muszą to być zwalające z nóg godzinne treningi! Już odrobina ruchu wpływa korzystnie nie tylko na naszą sylwetkę, ale dodaje energii i zdrowia. Znowu mamy to poczucie sprawczości, że coś postanowiliśmy i zrobiliśmy. A to niezwykle ważne! Ćwiczenia podnoszą też odporność naszego organizmu, zmniejsza się ilość hormonów stresu. Tak dzieje się też podczas śmiechu. Dlatego, zamiast wybierać informacyjne programy, które wzbudzają lęk, gdzie bardzo często mowa o ludzkim nieszczęściu i przez ich pryzmat patrzeć na świat, warto sięgnąć z premedytacją po programy, za sprawą których będziemy się uśmiechać. Komedie sprawdzają się idealnie! Śmiech sprawia, że dzieją się cuda w naszym organizmie i w naszym umyśle. Tworzą się się przepięknie nowe połączenia neuronalne, poprawia się jakość funkcjonowania naszego mózgu, ale też wydzielają się endorfiny i rożne hormony szczęścia, które dają sygnał do naszego układu odpornościowego i zaczynają się budzić limfocyty T, a ich głównym zadaniem jest walka z wirusami. Tak w uproszczeniu i z przymrużeniem oka można powiedzieć, że śmiech to trafiony lek na koronawirusa. Co więcej, hormony szczęścia wpływają na nasze funkcjonowanie, dużo szybciej podejmujemy decyzję, poprawia się też nasza pamięć. Śmiech działa niesamowicie kompleksowo na nasz organizm. Można zadbać o siebie w inny sposób rozumiejąc, na czym polegają strefy wpływu Coveya. Już tłumaczę, o co chodzi. Można je sobie wyobrazić jako kręgi – najbliżej nas jest krąg kontroli, później znajduje się nieco szerszy krąg wpływu, następnie jest najszerszy krąg zainteresowań. Krąg kontroli to ten, w którym mamy nad kimś kontrolę, a tak naprawdę mamy ją tylko nad samym sobą. Nad tym, jakie decyzje podejmujemy. W kręgu wpływu są bliskie osoby, znajomi, przyjaciele. Tak naprawdę nad innymi osobami nie mamy kontroli, możemy starać się pewne rzeczy im przekazać, o coś poprosić, w jakimś stopniu na nie wpłynąć. Dalsze osoby są już w kręgu zainteresowań, podobnie jak rzeczy, na które nie mamy praktycznie żadnego bezpośredniego wpływu. Przechodząc do sedna, sami wybieramy, w którym z tych kręgów spędzamy najwięcej czasu. Dobrze dla nas, jeśli jak najczęściej przebywamy w kręgu kontroli, rzadziej w kręgu wpływu, okazjonalnie w kręgu zainteresowań. Wówczas tworzymy to, o czym mówiłam na początku – poczucie sprawczości. Czujemy się odpowiedzialni za to, co jest wokół nas. Natomiast jeśli bardzo dużo czasu spędzamy w kręgu ostatnim, to czujemy się zagubieni, co powoduje, że poczucie naszej własnej wartości spada, co absolutnie – zwłaszcza teraz – nie jest nam potrzebne.

zdjęcie: Olga Kokot podczas pracy terapeutycznej (arch. O. Kokot)

W jaki sposób można spróbować przestawić myślenie na właściwe tory?

Tutaj spore znaczenie mają dyscyplina i nasze postanowienia, dlatego że myśli, siłą rzeczy będą nam uciekać w tę niewłaściwą stronę, szczególnie jeśli nie mamy nawyku myślenia o tym, o czym myślimy. Bardzo podoba mi się takie porównanie myśli do ptaków. Nie możemy im zabronić krążyć nad naszymi głowami, ale nie musimy im pozwolić uwić sobie gniazda na nich. Cały czas myślimy, natomiast to, na co się decydujemy w stu procentach myśleć, to w którym kierunku pójdą nasze myśli, zależy już od nas. Mamy przekonanie, że jest pewna rzeczywistość, pojawiają się pewne emocje w związku z tą rzeczywistością, a my dzięki nim mamy pewne myśli dotyczące tej rzeczywistości. Tak naprawdę jest dokładnie na odwrót! Najpierw pojawiają się nasze myśli, które wywołują pewne emocje, a te kreują naszą rzeczywistość. Jakkolwiek może się to wydawać nieprawdopodobne, tak właśnie jest. Więc mamy w sobie tę moc, by być stabilnymi i kreować swoje życie na ile, po prostu, pozwolą nam okoliczności.

Wiele zależy od nas, ale i niemało od ludzi, którymi się otaczamy.

Mamy wpływ na więcej sfer życia niż nam się wydaje. Od nas zależy też, z jakimi ludźmi się zadajemy. W tym czasie jest to szczególnie ważne. Są osoby, po spotkaniu z którymi, aż chce nam się żyć! Wzajemnie obdarowujemy się bardzo korzystną energią. Są też osoby, po rozmowie z którymi wpadamy w dołek. One są jak takie wampirki, które wysysają naszą witalność. Warto zadbać i bardzo konkretnie uzmysłowić sobie, z którymi ludźmi chcemy przebywać. Szkoda naszej energii na utrzymywanie relacji de facto nas osłabiających, wprowadzających w złe nastroje, w rzeczywistość, która wcale nie musi być naszą rzeczywistością. Mamy bowiem możliwość ograniczenia takich kontaktów. Mamy możliwość dokonania mądrego i właściwego dla nas wyboru. Warto też, na co chcę mocno zwrócić uwagę, prosić o pomoc! I zarówno warto o nią poprosić swoich najbliższych, przyjaciół, ale i zwrócić się do innych instytucji, które takie wsparcie oferują. My także wiosną w Poradni Gallus wyznaczyliśmy sobie dwa dni w tygodniu, podczas których dyżurowaliśmy przy telefonie i osoby, które miały taką potrzebę, mogły zadzwonić za darmo, chociażby po to, by się po prostu wygadać. I najczyściej właśnie na tym owa pomoc polegała. Sama świadomość, że ktoś nas wysłucha, wystarczyła. Warto wiedzieć, że prosząc o pomoc, dajemy drugiej osobie okazję ku temu, by poczuła się dobrym człowiekiem! Nasza prośba może być darem dla kogoś, szansą dla tej drugiej osoby. Może sprawić, że i ona poczuje się w tym momencie potrzebna, ważna. Warto się przełamać, nie wstydzić się i nie upierać się za wszelką cenę, że poradzimy sobie ze wszystkim. Bo taka pewność bywa zawodna.

Jak zadbać o najmłodszych w tym trudnym czasie? Jak zachęcić ich do tego, by zechcieli otworzyć się na szczerą rozmowę, by podzielili się swoimi odczuciami na temat tego, co dziś podsyła im świat zewnętrzny?

Na tę sprawę można popatrzeć z kilku punktów. Obrazując, jeśli ja, jako mama, będę spokojna i radosna, to moje dzieci też będą spokojniejsze i radośniejsze. Ponieważ to, w jaki sposób dorośli funkcjonują, dzieci odbierają i przejmują. Zatem, jeśli ja będę żyła w poczuciu zagrożenia, lęku, w proteście przeciwko temu, co się zdarzyło, podobnie będę odczuwać i funkcjonować moje dzieci. Chcę przez to podkreślić, że już samo zadbanie o siebie, o swój dobrostan nie jest egoistycznym zachowaniem! Jest czymś bardzo cennym, co możemy dać sobie, ale i najbliższym. Co więcej, bardzo często mamy problem ze słuchaniem dzieci. Z góry zakładamy, że wiemy, co chcą nam przekazać, przerywamy im, albo kończymy rozmowę, zamiast wsłuchać się w to, co młodzi ludzie mają do powiedzenia. Zasygnalizuję, że wiele istotnych informacji w tym zakresie znajdziemy w Akademii Komunikacji Tomasza Zielińskiego, który wspaniale i z efektami uczy dorosłych komunikować się z dziećmi. Sama w tym projekcie uczestniczę i nie chciałabym tego tematu spłycić, dlatego odsyłam do źródła. Natomiast zdarza się, że dorośli nie wysłuchują dzieci, bo bagatelizują ich problemy, boją się wejść w dany temat z obawy, że nie podołają ich problemom. A czasami wystarczy, jak to mówi Zieliński: nie wiedzieć lepiej! Niczego z góry nie zakładać. Jeśli miałabym wyznaczyć azymut, którym możemy iść jako dorośli, to warto przytulić dziecko, warto powiedzieć mu, że się je kocha, wskazać rzeczy, które w nich nich cenimy. To, o czym mówię, nie dotyczy tylko dzieci, ale całego naszego życia i relacji międzyludzkich. To, na co zwracasz uwagę, rośnie. W momencie, kiedy w dziecku widzimy same rzeczy do poprawy, to będziemy na nie zwracać uwagę i będzie ich przybywać. Jeśli zaczniemy koncentrować się na rzeczach, które działają, zaczniemy je eksponować, to one w sposób naturalny będą dominować. Bardzo często rozmawiam z rodzicami na temat pięciu języków miłości…

A cóż to takiego?

To temat, który bardzo silnie zmienił moje życie, dlatego wiem, jak przepięknie działa! Relacje międzyludzkie, bez względu na kulturę, miejsce zamieszkania, osadzają się na pięciu językach miłości, o czym przekonuje praktyk, psychoterapeuta Gary Chapman. Warto kwestię zgłębić, natomiast w skrócie rzecz ujmując, do pięciu języków miłości zalicza się: praktyczną pomoc, czas, prezenty, afirmację słowną i dotyk. Rodzimy się z predyspozycją do porozumiewania się i rozumienia szczególnie jednego z nich. I tak, zdarza się, że mama ma zupełnie inny język miłości niż tata czy dziecko. Na tym polu braku zrozumienia rodzą się niedopowiedzenia. Odpowiedzialność nas jako dorosłych jest w tym, żeby nauczyć się po pierwsze tego, jaki język miłości nasze dziecko rozumie, a po drugie – zacząć przekazywać mu emocje za jego pośrednictwem.

Czym charakteryzuje się każdy z wymienionych języków?

Czas? Są osoby, które naturalnie uwielbiają spędzać czas z drugim człowiekiem i dla nich to jest największym szczęściem i przejawem miłości. Są osoby, które cenią sobie praktyczną pomoc – one będą robiły przysługi, ale i same też o nie będą prosiły. I na tym będą się koncentrować. Trzecia rzecz to prezenty – tutaj chodzi o drobnostki, które świadczą o naszym zaangażowaniu. Afirmacja słowna? Każda osoba lubi usłyszeć komplement, szczególnie, gdy jest on zgodny z prawdą. Osoby posługujące się tym językiem miłość pod ich wpływem wręcz rozkwitają! Ostatnia rzecz to dotyk, nie chodzi tu o dotyk erotyczny. To forma bliskości, która buduje poczucie bezpieczeństwa. Gdy „mówimy” w innych językach miłości – brakuje zrozumienia. Stąd warto mieć ich świadomość, by nie czuć zawodu. Warto nauczyć się okazywać miłość w języku, który bliski nam człowiek rozumie, co pozwoli nam docenić też jego starania. Czasami problemy wychowawcze mogą skończą się w momencie, kiedy rodzice i dzieci będą się dobrze rozumieć. Czas kwarantanny, izolacji można wykorzystać właśnie na to, by zgłębić ów temat.

Dobre relacje buduje się wówczas, gdy umiemy słuchać i rozumiemy drugiego człowieka. Musimy też szanować to, że ktoś inny może myśleć i czuć inaczej.

Dokładnie tak. Jak to można odkryć? Jest kilka sposobów. To sprawdza się w każdej relacji, rodziców z dziećmi, przyjacielskiej, małżeńskiej, ze współpracownikami. W przypadku tej pierwszej relacji trzeba słuchać, o co dziecko prosi najczęściej, czego się dopomina. Można też zaproponować dwie rzeczy do wyboru, co też będzie dla nas czytelnym sygnałem.

zdjęcie: Olga Kokot wskazuje dobre rozwiązania (arch. O. Kokot)

Ciekawi mnie czy w Pani życiu mijający nieuchronnie rok przyniósł spore zmiany?

Tak, dużo się zmieniło. Sama nie dopilnowałam paru istotnych spraw, o których wspominam: żeby myśleć o tym, co się myśli, by dokonywać sensownych wyborów i być odpowiedzialnym za jakość swojego życia. To, co zdarzyło się wiosną także i mnie zupełnie zaskoczyło. Nie wiedziałam, w jaki sposób będzie funkcjonował gabinet, a później, gdy już go zamknęliśmy, martwiłam się zobowiązania finansowe, które przecież zostały. W pewnym momencie moje samopoczucie poszło tak w dół, że nie wiedziałam kompletnie, w jaki sposób mogę sobie pomóc. Fakt, mogłam zafundować sobie terapię, ale nawet nie miałam ochoty! Na szczęście, po pewnym czasie, wzięłam odpowiedzialność za siebie. I przyznam – co może wydać się dziwne – pomógł mi w tym serial „Przyjaciele”. Oglądałam odcinek za odcinkiem i niejako, mimowolnie „leczyłam się” śmiechem. Zrozumiałam, że na pewne rzeczy nie mam wpływu, ale jeśli skoncentruję na tym, co mogę zmienić, znajdę sens w codzienności. Zatem polecam wszystkim popatrzeć na możliwości, jakie daje kwarantanna, a nie na to, co ona nam zabrała. Zmieniłam swoje nastawienie do wielu rzeczy. Zrewidowałam moje życie z korzyścią dla siebie.

I na takie „przemyślenie siebie” dziś warto dać sobie szansę.

Zdecydowanie tak. Warto nastawić się na to, co możemy! To jest sedno! Warto zauważyć, że czas spędzony zupełnie inaczej, bywa równie cenny. Tylko nasza wyobraźnia może nas w tym ograniczać. Czasami najbardziej ciężkie warunki jednoczą ludzi, uwypuklają sprawy, które na co dzień nam umykają.

Warto stawiać sobie postanowienia?

Na tak postawione pytanie każdy sam musi sobie odpowiedzieć. Ja je uwielbiam i je robię! To, czy się spełnią, zależy tylko i wyłącznie od nas. To mogą być nasze cele i możemy, co jakiś czas sprawdzać, jak i czy w ogóle zbliżamy się do ich realizacji. Bo cele powinny być realne. Czasami jesteśmy w jednym miejscu, chcemy być w zupełnie innym, ale to jest tak dalekie od nas – od naszych uczuć, emocji, że jest po prostu niemożliwe do osiągnięcia na już. Możemy kroczkami zbliżać się do wytyczonych celów. Myśl nie może być zbyt odległa od tego, co czujemy, co możemy zrobić, co możemy zaakceptować. Robienie wszystkiego przeciw sobie, nie ma najmniejszego sensu.

I to trafna puenta! Dziękuję za inspirującą rozmowę.

Również bardzo dziękuję.

Rozmawiała Magdalena Szymańska

Skomentuj wpis jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • FOTORELACJE

  • listopad pażdziernik wrzesień