brama

Napisane przez: lena 13-12-2020

W tej drużynie drzemie siła

Są młode, ambitne i utalentowane. Mają też znakomitego trenera, który rozwija w nich to, co najlepsze. Piłkarki SWD Wodzisław Śląski w Młodzieżowych Mistrzostwach Polski w futsalu, w kategorii U18, sięgnęły po srebro. Uznanie bezdyskusyjnie należy się całej drużynie. Jak smakuje wicemistrzowski tytuł? O tym m.in. opowiadają: Alicja Bzowska, Roksana Gulec i Katja Skupień.

Czy spodziewałyście się drugiego miejsca na Mistrzostwach – takiego sukcesu?

Alicja Bzowska: Bez wątpienia z tyłu głowy miałyśmy to, że możliwe i realne jest dojście do finału. To, ile zostawiłyśmy serducha na treningach, ile potu wylałyśmy podczas intensywnych przygotowań, które wiele przyniosły całej drużynie, musiało przynieść efekty. Po pierwszym meczu z SMS Łódź, w którym przegrałyśmy 6:1 entuzjazm, można delikatnie powiedzieć, opadł. Ale mimo to drużyna nadal wierzyła w swoje umiejętności, które pokazywałyśmy w każdym kolejnym meczu. Udowodniłyśmy, ile jesteśmy warte i bez wątpienia finał nam się należał.

Co decyduje o zwycięstwie w meczu – dyspozycja dnia, szczęście czy wysiłek i praca włożona w treningi podczas całego sezonu?

Katja Skupień: Finał przegrałyśmy po zaciętym meczu w rzutach karnych. I na tym etapie, po bardzo wyrównanej grze, chyba trudno mówić o wpływających na ostateczny wynik umiejętnościach motorycznych, piłkarskich czy technicznych. W karnych na hali, tak mi się wydaje, decydujące jest szczęście i nam tego szczęścia zabrakło. Pokazałyśmy, że zasługujemy na złoty medal, tak jak przeciwniczki. Jedyne czego nam zabrakło, to właśnie odrobiny szczęścia w tych decydujących momentach.

A jak grało się Wam w zupełnie innych okolicznościach – przy pustych trybunach, bez wsparcia kibiców?

KS: Byłyśmy na hali w Jastrzębiu Zdroju gospodarzem turnieju. Od chwili, kiedy się o tym fakcie dowiedziałyśmy, intensywnie myślałyśmy nad tym, w jaki sposób przygotować to wydarzenie, jak stworzyć niezapomnianą atmosferę. Zapraszałyśmy na te Mistrzostwa wielu ludzi i to, że zabrano nam te okoliczności wspomagające, tego „dwunastego zawodnika”, bardzo nas rozczarowało. Aczkolwiek nie był to aż tak ważny czynnik, który mógłby przesądzić o końcowym wyniku.

Niezbędną motywację znalazłyście w sobie?

AB: Tak. Co więcej, wysyłałyśmy linki do transmisji, żeby zainteresowani mogli nas oglądać. I tak przed meczami wyobrażałam sobie, że osoby, które miały być na hali, są z nami, z tym, że siedzą w swoich domach przed komputerami, ale tak samo mocno wspierają nas i trzymają za nas kciuki! Miałyśmy dla kogo grać, dla kogo się poświęcać. Cały czas przed oczami miałyśmy to marzenie, by dojść do finału i powalczenia o złoty medal.

Patrzycie na wywalczone srebro w kategorii zwycięstwa czy porażki?

KS: To jest bardzo dobre pytanie! Nasz trener podkreślał, że gdyby ktoś przed rozpoczęciem całego turnieju powiedział drużynie, że zdobędziemy srebro, to każda z zawodniczek brałaby takie rozwiązanie w ciemno! W trakcie rozgrywek, wydaje mi się, że każda z nas czuła, że naprawdę gramy dobry turniej! Apetyt rósł w miarę jedzenia. Z meczu na mecz prezentowałyśmy się coraz lepiej. Uważam, że niektóre spotkania, jakie rozegrałyśmy, stały na bardzo wysokim poziomie. Dlatego wciąż czujemy niedosyt. Stąd też wciąż tkwi we mnie przekonanie, że zasłużyłyśmy na ten sam medal, co drużyna z Łodzi.

Co było dla Was najtrudniejsze na Mistrzostwach?

Roksana Gulec: W meczu finałowym stresowałam się szczególnie mocno podczas wykonywania rzutów karnych. W sumie radziłam sobie całkiem nieźle, a warto zaznaczyć, że więcej wykonywałam przedłużonych rzutów karnych. Różnica między zwykłymi karnymi, a nimi tkwi w odległości od bramki. Chodzi o to, że w przedłużonych rzutach karnych strzela się z 10 metrów od środka linii bramkowej. Co więcej, bramkarka nie musi stać na linii, tylko może wyjść i skrócić kąt. A w zwykłym rzucie karnym, wykonywanym z szóstego metra bramkarka musi stać na linii. Ten pierwszy typ wymaga większego skupienia i umiejętności.

AB: Dla mnie trudne były przede wszystkim dwa momenty. Po pierwsze, dostać sześć bramek na pierwszym meczu w turnieju to nic przyjemnego! Zwłaszcza, gdy wiesz, że intensywnie przygotowałaś się do turnieju i poważnie myślisz o tych zawodach. To był cios, taki gong dla nas! Trudno było po takiej porażce zresetować się, oczyścić umysł po to, by w następnych meczach podjąć walkę, ale to na szczęście nam się udało. Po drugie – rzuty karne w meczu finałowym. Dla mnie to był trzeci przegrany finał Mistrzostw Polski. I kiedy już myślałam sobie, że wybronimy zwycięstwo, kiedy byłam pewna, że moje największe marzenie jest na wyciągniecie ręki… znów nie wyszło. Pierwsze strzały wybroniłam, ale ten decydujący karny, który był w środek bramki… Dziś już wiem, że gdybym domknęła kolano szybciej, to mogłyśmy się cieszyć ze złotego medalu. A tak, cóż, trzeba będzie powalczyć za rok.

KS: Zdecydowanie ten pierwszy mecz z Łodzią był najtrudniejszy, tym bardziej, że zdaję sobie sprawę, że błąd, który popełniłam przy trzeciej bramce, w dużej mierze przełożył się na końcowy wynik. I szczerze mówiąc, jak po tym spotkaniu wróciłam do domu, z trudem znalazłam siłę, by się pozbierać. Pomogła mi kilkugodzinna rozmowa z rodzicami. Po niej udało mi się psychicznie odbudować, tak jak i całemu zespołowi, bo następne cztery mecze wygrałyśmy, a piąty – finałowy zremisowałyśmy i naprawdę niewiele nam zabrakło do sięgnięcia po mistrzowski tytuł. Wydaje mi się, że to dobrze świadczy o nas jako o drużynie.

Z jakimi emocjami wróciłyście po przegranym finale?

KS: Z poczuciem porażki. Rodzice powiedzieli mi, że są w szoku, że po takim sukcesie, mając w garści srebrny medal, wracam do domu w tak złym stanie psychicznym. Złość, smutek, bezsilność – takie emocje mną miotały przez dłuższy czas. Trochę to potrwało, nim szczerze zaczęłam cieszyć się z wicemistrzostwa. Nim w stu procentach poczułam dumę zamiast rozgoryczenia.

RG: Po finałach zamknęłam się w pokoju i wylewałam smutki, bo na ten moment nie uważałam, że drugie miejsce to sukces. Rodzice mocno mnie wspierali, widzieli, że jest mi przykro.

AB: Zaraz po turnieju, w szpitalnej poczekalni, kiedy adrenalina opadła, a żuchwa zaczęła coraz mocniej boleć, leżałam i płakałam jak dziecko! Nie z powodu kontuzji! To serce bolało! Po raz trzeci doświadczyłam tego samego, nie dane mi było cieszyć się z wymarzonego złota! Jesteśmy tak ambitną drużyną, że dla nas to srebro jest sukcesem, ale na pewno w pełni nas nie zadowala! Będziemy sięgać po więcej!

foto: Podopieczne trenera Radosława Borowskiego: Alicja Bzowska, Katja Skupień, Wiktora Błatoń, Roksana Gulec, Nicole Jędrzejczyk, Katarzyna Jaszek, Julia Piętakiewicz, Zuzanna Karwowska, Oliwia Kąsek, Katarzyna Psota, Nikola Żuchowicz, Paulina Herzok i Dorota Burdzik imponowały wolą walki (SWD)

Jak, poza typowym zespołowym treningiem, przygotowujecie się do tak ważnych wydarzeń?

AB: Współpracuję z trenerem mentalnym. Rozmawiamy na wiele tematów, pracuję nad tym, by umieć oczyścić głowę ze zbędnych myśli. By nastawić się na to, co tu i teraz, a nie rozpraszać uwagi na zastanawianie się nad tym, co było lub mogłoby być. Staram się myśleć o teraźniejszości i o tym, co na ten moment mogę dać drużynie.

Kondycja psychiczna jest równie ważna, co fizyczna.

AB: Tak. Zbigniew Boniek mówił, że prawdziwego piłkarza poznaje się od szyi w górę. I ma rację, bo doświadczenie pokazuje, że jak opanuje się nerwy, uspokoi głowę – wszak emocji nie brakuje i dodatkowo ma się fizyczne predyspozycje, to turniej zaczyna układać się po twojej myśli.

Ile w takiej grze zespołowej jest miejsca na indywidualności?

KS: Wydaje mi się, że sporo. Jako drużyna mamy wiele indywidualności, każda dziewczyna ma umiejętności na bardzo wysokim poziomie. Chociażby Roksana, która znacznie przyczyniła się do wywalczenia srebrnego medalu na Mistrzostwach. Zdobyła dziesięć bramek, co jest absolutnym rekordem! No i została królową strzelczyń. Jestem też pewna, że gdyby nie talent i charyzma poszczególnych zawodniczek, nie zaszłybyśmy tak daleko.

RG: Oczywiście, to wyróżnienie bardzo mnie cieszy, ale smakowałoby znacznie lepiej ze złotym medalem! Wciąż czuję niedosyt.

Jakim człowiekiem jest wasz trener, Radosław Borowski?

AB: Jest fantastyczną, wspierającą naszą drużynę osobą. Przed każdym meczem mówił do mnie: Ala, spokojna głowa! Wiem, że tobie zależy. Umiejętności masz, teraz włącz spokój! Te słowa były mi potrzebne. Jest niesamowitym trenerem, zna się na swojej pracy, potrafi też przyznać się do błędu. Ma również dystans do siebie i poczucie humoru. Mogę o nim mówić tylko w samych superlatywach. Cała drużyna czuje, że z takim trenerem może powalczyć o każdy cel. Że nie ma rzeczy niemożliwych! Motywuje nas na odprawach i po tym nieudanym pierwszym meczu zapewniał nas, że każda ekipa musi przegrać jedno takie spotkanie w turnieju. Podkreślał, że my ten etap mamy już za sobą. Wierzył w nas do końca.

No dobrze, zatem o trenerskich wadach, żeby nie było tak za słodko, opowie Katja?!

KS: Hmm… Niech pomyślę. Szukam tych negatywnych rzeczy, ale ich nie widzę! W trakcie meczu jest opanowany, co u trenerów zwykle się nie zdarza. Zachowuje spokój. Dobrze analizuje sytuację na boisku i potrafi reagować na bieżąco, wyciągając wnioski, zmieniając strategię. To po prostu – świetny trener!

Jak wyglądały przygotowania do tegorocznych Mistrzostw?

KS: Intensywne treningi zaczęłyśmy na trzy tygodnie przed Mistrzostwami, co może wydawać się małą ilością czasu, by dobrze przygotować się do tak ważnego turnieju. Co więcej, warto podkreślić, że byłyśmy jedyną drużyną, która swój pierwszy mecz na hali rozegrała dopiero na turnieju finałowym, a to dlatego, że jako gospodarz nie brałyśmy udziału w eliminacjach, ani też w żadnym sparingu. Stąd może taki nietrafiony na nich debiut! Sumując, trzy tygodnie to niewiele, ale był to czas w stu procentach wykorzystany, za co chapeau bas dla trenera!

A pamiętacie taki swój trening, po którym miałyście pewność, że chcecie robić dokładnie to, co teraz?

KS: Pamiętam, jak pojawiłam się z koleżanką, która już nie gra, na treningu SWD. Miałyśmy może po jedenaście lat, a przyszło nam zmierzyć się z dorosłymi dziewczynami. Byłam tak zestresowana, że słowem się do nich nie odezwałam, ale o dziwo strzeliłam trzy bramki. I to właśnie wtedy poczułam, że chcę zostać piłkarką, tak na sto procent.

RG: To moja pasja. Odkąd pamiętam, grałam w nogę z kolegami. Wpierw na podwórku, a teraz już w drużynie. Miałam do tego zacięcie i traktuję grę bardzo poważnie. Wiem, że właśnie to chcę robić! I cieszę się, że póki co to mi się udaje.

AB: Tata był bramkarzem. Przekonywał mnie do tego, żebym i ja spróbowała. Ta sugestia nie do końca była po mojej myśli, bardziej ciekawiły mnie taniec i gimnastyka. Ale w końcu dałam się namówić. Gdy poszłam na trening poczułam, że to jest to, czego szukam! Równolegle pływałam, próbowałam swoich sił w innych sportach, ale żadne z nich nie łączyły się z taką energią, jaką dostarczała mi piłka nożna. I choć nie zawsze grałam na pozycji bramkarki, teraz nie wyobrażam sobie, bym na boisku mogła robić cokolwiek innego.

zdjecia: O sportowych wyzwaniach opowiadały: Alicja Bzowska, Roksana Gulec i Katja Skupień (GW)

Jakie są wasze piłkarskie aspiracje?

KS: Dla mnie priorytetem jest kontynuowanie gry w reprezentacji Polski U17. Pierwszy turniej eliminacyjny zaplanowano na luty i zaczynam już powoli pracę nad formą, by zasłużyć sobie na miejsce w tej grupie. Zależy mi też na tym, by zagrać jak najlepszy sezon w klubie, by w składzie juniorskim powalczyć o medal. Z kolei w seniorkach, czyli w pierwszej lidze, na ten moment nie ma co mówić o awansie do ekstraligi, ale trzeba skupić się na walce o jak najlepsze miejsce na tym etapie.

AB: A ja dodam, że w końcu należy wywalczyć Mistrzostwo w futsalu!

Czy piłkarki, osoby traktujące sport bardzo poważnie, mogą sobie trochę odpuścić w święta?

KS: Wydaje mi się, że jak najbardziej. Po bardzo intensywnym okresie, teraz każda z nas zasługuje na odpoczynek. Ale ja indywidualną pracę zaczynam już w przyszłym tygodniu, wydaje mi się, że większość dziewczyn również. Mówię tu o bieganiu czy ćwiczeniu na siłowni. Treningi konkretne w klubie być może rozpoczną się na przełomie grudnia i stycznia, co pozwoli nam dobrze przygotować się do sezonu.

RG: Ja też postawię na bieganie i na trenowanie strzałów. Nie staram się biegać długich dystansów. Wystarczy pokonać pięć kilometrów, w dobrym czasie. A efekty są.

AB: Szczerze mówiąc, nie potrafię siedzieć bezczynnie zbyt długo. Ale w święta będę starała się zresetować sobie głowę, bo jednak odczuwam spore mentalne zmęczenie. Zatem, wyrzucę tę piłkę z głowy, ale znam siebie i wiem, że to będzie bardzo krótka chwila.

Nowy rok to nowe postanowienia. Ciekawi mnie, nad czym chciałybyście popracować w przyszłym roku i to zarówno w kwestii sportowej, jak i poza nią. Co takiego w Was wymaga korekty?

KS: Chciałabym popracować nad swoją regularnością i pracowitością. Największy problem mam z tym, że rozpisuję sobie świetny, ambitny treningowy plan na cały tydzień jednak, gdy nie uda mi się go w pełni zrealizować, podłamuję się. Mam cel, by mierzyć siły na zamiary, by dobrze i rozsądnie określić to, ile jestem w stanie zrobić. A potem wykonać te zadania i czerpać z tego satysfakcję. A nie, jak bywało do tej pory, snuć nierealne scenariusze i smucić się, że wszystkiego, co zapisałam, nie wykonałam.

To całkiem fajne postanowienie, by mniej od siebie wymagać!

KS: Faktycznie, można je tak zabawnie zinterpretować.

A Wasze postanowienia?

RG: Chciałabym poprawić swoją wytrzymałość na boisku i nabrać pewności siebie, której jeszcze mi brakuje.

AB: Będę dalej pracować nad swoją mentalnością, chcę nadal uczyć się tego, jak porażek nie brać zbyt mocno do siebie. Chcę pielęgnować w sobie poczucie własnej wartości. I, oczywiście, chciałabym nauczyć się bezbłędnie bronić rzuty karne w futsalu! A na trawie – pewnie wychodzić do wrzutek i jeszcze spokojniej rozgrywać piłkę od tyłu, żeby nie bać się tych elementów gry.

Kogo na co dzień podziwiacie?

KS: Staram się patrzeć wnikliwie na wszystkie osoby, które mnie otaczają i z każdej wyciągać rzeczy, które mi imponują. Zaczerpnąć coś dobrego od nich dla siebie. W drużynie jest sporo zawodniczek, które podziwiam za konkretne cechy.

AB: Podziwiam rodziców, to z jakim zaangażowaniem pozwalają mi realizować pasję życia. Robią to dla mnie, dla moich marzeń. Doceniam ich za to! I oni bez wątpienia są dla mnie autorytetem.

RG: A ja podziwiam Darię Kasperską. To doświadczona zawodniczka, która ma to „coś” w sobie. Każda z zawodniczek marzy, by przeżyć to, co jej już się udało. Doceniam, że chętnie dzieli się swoją wiedzą.

Rozmawiała: Magdalena Szymańska

 

 

Skomentuj wpis jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • FOTORELACJE

  • grudzień listopad pażdziernik