brama

Napisane przez: lena 14-01-2021

Toruje drogę do poznania

Fotografia i podróż – to im dedykowane było spotkanie w ramach „COOLturalnego gościa Wodzisławskiego Centrum Kultury”. W roli głównej wystąpił Piotr Sobik, który zmyślnie łączy dwie pasje: sztukę fotografowania i zamiłowanie do bycia w drodze. Pasje, które pozwalają mu lepiej zrozumieć świat, ale też lepiej zrozumieć samego siebie.

Redakcja: Ponad 400 reportaży, mniej więcej tak wygląda Twój dorobek jako fotografa komercyjnego, rejestrującego zwykłe śluby. W pewnym momencie postanowiłeś odejść od tej tradycji i wyruszyłeś w podróż, z której ma wyłonić się obraz człowieka. A podróż ta zaczyna się zawsze od „Najważniejszego dnia w życiu”. Skąd taka decyzja?

Piotr Sobik: W pewnym momencie mojego życia rzeczywiście nastąpiły takie zmiany, trochę mimo woli, ponieważ przewróciły się do góry nogami moje sprawy prywatne, jak i również moje zdrowie. Więc, naprawdę miałem czas, by pobyć ze sobą, pomyśleć. Znalazłem nową energię, dzięki której od nowa mi się chciało! Postanowiłem coś zmienić i troszeczkę odejść już od fotografii komercyjnej ślubów, oczywiście stopniowo, nie od razu. Ten czas, który miałem na zastanowienie się, spowodował, że zrozumiałem jak jestem bardzo ciekawy siebie. Wtedy też zrodziła się we mnie taka myśl, aby podróżować w konkretnym celu. Wymyśliłem projekt, w którym postanowiłem spróbować fotografować jak największą ilość uroczystości ślubnych w takich miejsca niekomercyjnych, do których nie każdy z nas dociera. I właśnie tak powstał projekt „Najważniejszy dzień w życiu”. Nazwałem go w ten sposób, bo zrozumiałem, że każdy kolejny dzień, w którym jestem w stanie działać, jest najważniejszym dniem w życiu. Oprócz tego, często słyszałem od fotografowanych par młodych, że dzień ślubu to jest ich najważniejszy dzień w życiu. I tak się jakoś ładnie złożyło, że cztery miesiące później wylądowałem w Brazylii.

Z początku zakładałeś, że projekt potrwa 12 miesięcy, a tak naprawdę trwa już kilka lat. Jak mówisz, samolotem, co oczywiście nie dziwi, dostałeś się do Brazylii, zahaczyłeś też o Etiopię. Ciekawi mnie, jakim cudem z lotniska dostawałeś się w samo serce takich ślubnych uroczystości. Bo to jest ta pasjonująca droga!

Jeden ślub załatwiłem sobie w Brazylii wcześniej. W finale uczestniczyłem w czterech. Do Etiopii poleciałem w ciemno i postanowiłem odnaleźć miejsce z mojego punktu widzenia ciekawe. Takie znalazłem na jednej ulicy. Poznałem wspaniałych ludzi, zdobyłem ich zaufanie, posmakowałem ich kuchni. Wiedzieli, po co przyjechałem i pomogli mi ten cel realizować. Następnie udałem się do Harar i tam odbył się kolejny ślub. Jakoś tak się układa, że szybko nawiązuję relacje z ludźmi. Jestem bardzo ciekawy ich życia. Obdarowuję ich uśmiechem i otrzymuję to samo w zamian. Zwykle spotykam się z sympatią z ich strony. Naprawdę nie trzeba bać się podróży na drugi koniec świata. Przekonałem się, że dużo tam dobrego i pozytywnego może się zdarzyć. Choć to odległe kultury, miejsca człowiek jest ten sam! Zwyczajnie urodził się w innym miejscu, ma inny kolor skory, ma swoją inną religię, ale w gruncie rzeczy jest taki sam, jak my, żyjący tutaj. Wszyscy potrzebujemy miłości, tego bycia wśród innych ludzi, przynależności. To podstawa, jaka definiuje każdego.

Czyli nadal podpisałbyś się pod stwierdzeniem, że śluby są dobrym przyczynkiem i pretekstem do poznania drugiego człowieka?

Tak. Oczywiście ślub nie daje odpowiedzi na wszystko, ale dokument z takich uroczystości dostarcza wielu informacji np. pokazuje zasobność portfela, zwyczaje, sposób ubierania się… Ważne, by chcieć te informacje na fotografii dostrzec. To wymaga od odbiorcy uważności. Robię ten materiał dla ludzi, którzy będą zainteresowani drugim człowiekiem. Bardzo chciałbym odwiedzić miejsca, które z historycznego punktu widzenia mają ogromne znaczenie: Rwanda, Srebrenica, Kambodża. Chcę zobaczyć i opowiedzieć historię ludzi, którzy żyją w traumie po tragicznych przejściach. Uważam, że nie należy zapominać o tych, co zostali w taki sposób potraktowani przez los i przez drugiego człowieka.

„Najważniejszy dzień w życiu” – Piotr Sobik

Mówisz, że realizując materiał zawsze wracasz z fotografią spojrzeń. Było na pewno jedno takie spojrzenie intrygujące, nienachalne, które przykuło Twoją uwagę. Rzecz działa się w Etiopii, w Addis Abebie. Była to kobieta, miała 27 lat, na imię Belnashe, osoba niepełnosprawna, która sprawiła, że w Twoim życiu zadziało się coś dobrego.

Nie mogę zrozumieć do dzisiaj, dlaczego akurat ta kobieta spojrzała na mnie w taki sposób, że się zatrzymałem. Umówmy się, to nie jest dobre, by fotografować ludzi bezdomnych – to nie jest żadna sztuka, to nie jest nic oryginalnego. Poza tym oni sobie tego nie życzą. W momencie, gdy do niej podszedłem, od razu doskoczyło do mnie kilka osób, które pilnowały, bym jej nie fotografował. I w tym całym tłoku ludzi, udało mi się odnaleźć kogoś, kto rozmawiał po angielsku. Zwyczajnie wytłumaczyłem, że chciałem zapytać, co się jej stało, bo temat niepełnosprawności jest mi bliski. Powiedziała, że nie chce ode mnie pieniędzy. Prosiła, żebym spróbował załatwić jej wózek elektryczny. Wydawało mi się to mało realne, ale powiedziałem, że na pewno o niej napiszę i wyślę jej apel gdzieś w świat. I tak też zrobiłem.

I nagle niemożliwe okazało się możliwe.

Tak. Chyba po pięciu dniach na apel zamieszczony na moim blogu odpowiedziała kobieta z Polski, oferując pomoc. Zdecydowała się wysłać naprawdę sporą kwotę pieniężną. Udało mi się znaleźć sprzęt niewiarygodny. To nie był zwyczajny wózek, ale harley! Motor na trzech kołach, na paliwo dla niepełnosprawnych! A ponieważ brakowało jeszcze środków do jego zakupów, koleżanka podsunęła mi pomysł zorganizowania zbiórki na Facebooku. I udało się! Cudowna sprawa. Okazało się, że fotografia, którą uprawiamy poza walorami artystycznymi niesie ze sobą treści, które oddziałują na innych ludzi. Stwierdziłem, że skoro dzięki fotografii, udało się zmobilizować jakiegoś człowieka do wsparcie drugiego, czyli wyprodukowaliśmy jakieś dobro, no to… zakładam fundację! I tak Fundacja Belnashe, sygnowana imieniem inspiratorki, działa ponad rok, wspiera rehabilitację dzieci.

Nie jest tajemnicą, że temat niepełnosprawności jest ci bliski osobiście, bo Ty też się zmagasz z chorobą. Urosła Fundacja, ale też zaangażowałeś się w kampanię „Nie odwracaj się plecami od bólu”, do udziału w której zaproszone zostały osoby z niepełnosprawnościami.

Tak. Właśnie ten przełom w moim życiu związany był z chorobą reumatyczną, która w pewnym momencie wykluczyła mnie z jakiejkolwiek aktywności. To doświadczenie mnie zmieniło. Sprawiło też, że jeszcze lepiej rozumiem i reaguję na problemy postronnych osób. Razem ze Stowarzyszeniem „3majmy się razem” zrealizowaliśmy projekt fotograficzny, którego bohaterami było dziesięć osób chorujących na to samo, co ja – zesztywniające zapalenie stawów.  To było bardzo wzruszające, bardzo rozwijające i w pewnym sensie pouczające doświadczenie. Byłem wtedy najbliżej siebie. W finale powstała ważna dokumentalna wystawa, opatrzona doskonałymi tekstami reporterskimi Kasi Woźniak, która z uczestnikami przeprowadzała wywiady i zrobiła krótkie opisy każdej z ich historii. Obraz i słowo tworzą wartościową całość.

„Nie odwracaj się plecami od bólu” – Piotr Sobik

Fotografia popchnęła Cię też w objęcia światowych metropolii, bo zahaczyłeś o Londyn, o stolicę mody, o Mediolan. Jakiego obrazu tam szukałeś? Co dało Ci bycie tam, w tych miastach?

Lubiłem bardzo i nadal lubię fotografować modę – modelki, kobiety. Z oczywistych powodów wybrałem Mediolan. To miasto, które ma niesamowitą energię, bardzo dobrze się tam czułem. Na początku musiałem wyzbyć się poczucia niższości i bycia słabym fotografem, gdzieś tam z Polski. I to się udało, okazało się, że jest całkiem nieźle. Miałem bardzo dobry kontakt z managerem z Next Models, jednej z większych agencji i to on zachęcił mnie do wyjazdu do Londynu, ale to miasto mnie nie ujęło. Nie odpowiadał mi też wymagany ode mnie sposób fotografowania. Był to sposób pracy, jakiego ja nie czułem i stąd wiedziałem, że nie wykonam tego zadania dobrze. Ale dzięki temu doświadczeniu zrozumiałem, że każda fotografia nieważne czy komercyjna, czy też artystyczna musi wyjść ze mnie. Ja jako jej twórca muszę decydować o wszystkim. W tej fotografii ma być część mnie. Poniekąd z kolekcji zdjęć ma powstać opowieść o mnie.

Powiedziałeś kiedyś, że zobaczyłeś siebie w drugim człowieku i że się z nim dogadałeś. A mnie ciekawi, w jaki sposób dogadałeś się na przykład z Marcinem Prokopem, z Piotrem Roguckim, z Katarzyna Bondą, czyli z osobami, z którymi spotkałeś się w ramach pracy na rzecz magazynu Anywhere?

Bardzo szybko zrozumiałem, że jadę na sesję, w której będę fotografował osobę publiczną, znaną, która jest już na jakiejś pozycji. Ja na tej pozycji nie jestem, zatem musiałem tym razem tak się z nią dogadać, by zrobiła to, co wymagam, co dobrze byłoby osiągnąć w kadrze. W takich sytuacjach kłania się umiejętność pójścia na kompromis. Czasami potrzeba jest do tego dobra kawa, czy… kolorowy pasek aparatu, bo od niego zaczęła się moja rozmowa z Katarzyną Bondą. Z Marcinem Prokopem wspólny język znaleźliśmy w temacie tatuażu. Myślę, że mam w sobie taki rodzaj energii, która wzbudza zaufanie i być może mam też łatwość nawiązywania kontaktów. Z Piotrem Roguckim złapałem kontakt od razu. Powstały bardzo ciekawe zdjęcia, na których on siedzi na kanapie, ale głową na dół. W garniturze. To były bardzo fajne spotkania. Bo dzięki nim dane mi było poznać osoby z charyzmą, które mają coś do powiedzenia. Ta przygoda z Anywhere trwa.

Wspomniałeś kiedyś, że chciałbyś odnaleźć swoje upragnione ujęcie. Czy ten moment już nastąpił? Czy ciągle jesteś na etapie poszukiwań? I czym miałoby być takie upragnione ujecie?

Co ciekawe, mam wrażenie, że miałem jedną sytuację i na dodatek właśnie w Londynie. Dziennie pokonywałem wiele kilometrów fotografując życie na ulicy. I za każdym razem, gdy wracałem do domu współlokatorzy pytali mnie czy mam te modelki? Pewnego dnia zaskoczyłem ich oświadczeniem, że mam to zdjęcie! Nie był to co prawda portret modelki, ale fotografia, która doceniona została w siódmej edycji konkursu Leica Street Photo. Już wtedy wiedziałem, czułem, że to jest dobra fotografia. Więc może nie konkretnie jedno ujęcie, chociaż fajnie byłoby mieć jedno zdjęcie, z którego jest się znanym. No, cholera Bresson ma ich steki! Bardzo fajnie mieć w swoim portfolio zdjęcia, z których jest się znanym w mniejszym bądź szerszym gronie. Ale najważniejsze, by samemu cenić swoje prace i czerpać radość z ich tworzenia.

Nagrodzone zdjęcie – 7. Leica Street Photo – Piotr Sobik

Fotograf to ponoć taki człowiek, który ma zdanie na temat świata. Ciekawi mnie Twoje zdanie.

Jestem początkującym fotografem… Bardzo bliska jest mi filozofia Emila Ciorana. Po prostu nie mam już wątpliwości, co do niektórych spraw dotyczących losu, człowieka. Staram się dostrzegać pozytywne rzeczy. Świat nadal mnie ciekawi. Chcę się uśmiechać, nadal chcę się zakochać – uśmiech i zakochanie to dwie najpiękniejsze w życiu rzeczy, oprócz fotografii i oprócz poszukiwań samego siebie właśnie w fotografii. No, znowu odwołuję się do swojej, ale to jakby ona kreuje ten mój świat…Przede wszystkim interesuje mnie los drugiego człowieka. Uważam, że podchodzenie do życia w inny sposób byłoby po prostu słabe. Słowa: dopóki potrafisz się jeszcze uśmiechać to żyj – są mi szczególnie bliskie.

Gdybyś miał wymyślić sobie taki kadr, chociaż w codziennej pracy tego nie robisz, który najlepiej obrazowałby naszą codzienność to, co mogłoby się w tym kadrze znaleźć?

Co dzieje się obecnie… Bardzo bym chciał zwrócić uwagę i docenić pracę medyków. Potrafię wyobrazić sobie medyków teraz w kadrze. Widzę ich zmęczonych, totalnie spoconych, zakładających kombinezon, rękawice, w których ratują życie drugiego człowieka… To są herosi naszych czasów. Tym bardziej, kiedy pojawia się, no nie oszukujmy się, nagonka. Jeszcze na wiosnę śpiewaliśmy im piosenki. A teraz? Każdy ma pretensje… W moim kadrze byłby medyk, siedzący na krześle, totalnie wyczerpany po kilku godzinach pracy, który odizolował się od najbliższych, ponieważ postanowił nie wracać do żony i dziecka, żeby nie ryzykować. Taki kadr widzę, taką historię człowieka. Myślę, że to są herosi naszych czasów. Tylko to mój punkt widzenia. Być może… Albo prawda.

Chyba teraz już trochę o sobie wiesz…

Trochę więcej, ale wciąż za mało wiem o sobie i tym bardziej o świecie. Prawda jest tak, że tego ogromu nigdy nie pojmę. Wiem, że warto cieszyć się każdym pięknym smakiem, każdym pięknym widokiem, każdym cudownym dźwiękiem muzyki… Fotografia jest przestrzenią bez dna, która daje mi ogląd na wiele spraw. Ona sama w sobie, jak i to wszystko, co dzieje się dookoła niej, pozwalają mi w jakimś stopniu zrozumieć, po co jestem na tym świecie…

Rozmawiała Magdalena Szymańska

Skomentuj wpis jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • FOTORELACJE

  • grudzień listopad pażdziernik