brama

Napisane przez: lena 26-03-2020

Stawiam odbiorcy wyzwanie

Ogromną satysfakcję odczuwa, gdy uważny widz w skupieniu poddaje analizie jej prace i gdy w nich odnajduje cząstkę siebie. Jest specjalistką od grafiki, ale twórczo realizuje się także poprzez malarstwo sztalugowe. – Może właśnie teraz przyszedł czas na refleksję, by wyhamować i zastanowić się dokąd zmierzamy… – mówi Barbara Kowalczyk, odnosząc się do rzeczywistości. Z jaką wrażliwością wodzisławska artystka patrzy na świat? Między innymi opowieścią o tym, dzieli się z czytelnikami.

Redakcja: Wyczytałam, że z wykształcenia jest Pani archeologiem. Czy zatem archeologia i sztuka mają ze sobą coś wspólnego? Wydaje się, że i jedna i druga dziedzina pozwalają zrozumieć człowieka, zrozumieć siebie.
Barbara Kowalczyk: Mój świat nie jest ograniczony przez ramy wykształcenia, wręcz przeciwnie, jest jak otwarte okno, przez które wlatują różne pomysły, niekoniecznie archaiczne. Choć i te też się zdarzają. Przeszłość traktuję jako scenerię, pretekst do dalszej konstrukcji, by mogła dać wyobraźni pole do popisu. Czasami lubię do swoich prac przemycić jakiś wątek zaczerpnięty z mitologii słowiańskiej czy „wkręcić” przedstawianą opowieść w elementy gotyckiej architektury, geometryzować lub zniekształcać, ale to: „najnormalniejsza paranoja. Ma ją każdy we wszechświecie”. Można to nazwać rozumieniem siebie.

Jest Pani specjalistką od grafiki. Do jakiego świata, poprzez swoje prace, zaprasza Pani odbiorców. Gdzie szuka Pani inspiracji?
Inspiracje… Same do mnie przychodzą, można to nakreślić na przykładzie głównego bohatera z filmu „Osierocony Brooklyn” – jeśli Pani oglądała. Lionel ma tendencję do wpadania w słowotoki i zapętlania się w kompulsywnych ciągach myślowych. U mnie wygląda to bardzo podobnie, wymyślam jakiś przedmiot i przez dodawanie do niego kolejnych, zazębiających się elementów, tworzę całą kompozycję i to ona ma dla mnie najistotniejsze znaczenie. Tak wyglądała praca nad ilustracjami do wierszy śląskiej poetki Ewy Pleszczyńskiej. Wybierałam z każdego wiersza kilka wyrazów, które przemawiały do mnie w sposób obrazowy i tworzyły wątek, który przez sieć zawiłości prowadził do zbudowania zamkniętej, może nieco skomplikowanej całości. Muszę dodać, że te ilustracje pozwoliły mi stworzyć moją, indywidualną interpretację dzieł innego artysty. W pozostałych pracach z „ Labiryntu imaginacji”, bo tak nazywa się zbiór prac wystawionych w wodzisławskiej bibliotece, pokazuję grafiki, które są zawiłą podróżą do świata, w którym do budowanej przez szereg napięć rzeczywistości, przemycam tajemnice mitologii słowiańskiej, elementy folkloru czy tak jak ma to miejsce w cyklu: „Magiczna Praga”, wprowadzam widza w świat praskich legend. Przez wielowątkowość swoich prac, celowo ograniczam rozumienie tego, co miałam na myśli i stawiam wyzwanie odbiorcy, zmuszając do gry, w którą celowo chcę wciągnąć widza, by przez anamorfozę kształtu pokazać swój artystyczny warsztat i zwrócić uwagę na postrzeganie świata. Dlatego też nie interpretuję swoich prac, a skupiam się na naświetleniu długofalowego procesu twórczego. Każdy autor doskonale zdaje sobie sprawę z tego, ile wysiłku go kosztuje, by z danych wyjściowych, podczas wielu godzin poszukiwań w końcu rozwiązać problem, rozrysować schemat i stworzyć satysfakcjonujące dzieło. Dużo większa radość przychodzi wtedy, gdy uda się sprawić, by odbiorca zatrzymał się przed jedną z moich grafik i odnalazł tam cząstkę siebie.

foto: Ireneusz Stachowski

W jaki sposób rozwijała Pani swoje umiejętności, jak wypracowała swój unikalny styl i formę artystycznej wypowiedzi?
Muszę powiedzieć, że ja nie tylko zajmuję się grafiką warsztatową, ale też uprawiam malarstwo sztalugowe i rysunek, to moje ulubione formy przekazu. Nie spoczęłam na laurach i cały czas doskonalę swój artystyczny warsztat podczas plenerów czy warsztatów. To ciągłe poszukiwanie siebie i dążenie do doskonałości, bo gdzieś w środku drzemie jakiś niedosyt, że można zrobić więcej.

Czy grafika to trudna i wymagająca pasja?
Hmmm… To zależy, dla laika pewnie trudna, dla mnie nie. Najbardziej przemawia do mnie technika druku wklęsłego, dlatego w większości moje prace to są suchoryty, ale zdarza mi się też popełnić jakiś linoryt, a to już technika druku wypukłego. Ale skupmy się na suchorycie. W procesie tworzenia formę drukową uzyskuje się przy pomocy cięć na gładkiej powierzchni płytki, czy to metalowej czy z plexi. Rysunek uzyskuje się przy użyciu specjalnej, stalowej igły. Jest to dość mozolny i wymagający precyzji proces. Po skończeniu otrzymaną formę powleka się farbą drukarską, a następnie odbija na zwilżonym papierze, stosując niewielki nacisk prasy.

Gdyby wybrać trzy dzieła sztuki, które zrobiły na Pani szczególne wrażenie to wymieniłaby Pani…?
Tylko Trzy? Nie da rady! Jest ich zdecydowanie więcej i nie są to pojedyncze dzieła tylko jakiś przekrój tego, co stworzył dany artysta. Zacznę od szkiców człowieka i latających maszyn Leonarda, Vermeer jako mistrz światłocienia, Caravaggio, Salvador czy František Kupka. Lubię graficzny kunszt Rembrandta i Brugela. Escher, który formy przestrzenne ukazywał w sposób sprzeczny z doświadczeniem wzrokowym…

Którą z własnych prac darzy Pani szczególnym sentymentem i z jakich powodów?
Tak emocjonalnie to jestem związana z cyklem praskim, obecnie wchodzą w niego cztery grafiki: „Golem”, „Miecz Bruncvika”, „Perun i Libusza” oraz „Katedra św. Wita”. Ale zważając na obecną sytuację i zagrożenie spowodowane COVID-19, wymieniłabym: „Eschaton”, tytuł co prawda nadałam, gdy już powstała grafika i został do niej dopasowany, ale ona doskonale wpisuje się w dzisiejszą sytuację. Ciekawostką jest to, że można też ją podziwiać do góry nogami. Jak na nią patrzę to tak sobie myślę, że może właśnie teraz przyszedł czas na refleksję, by wyhamować i zastanowić się dokąd zmierzamy. Jeśli coś ma znaczenie, to może tylko to, jak spędzimy tu swój czas i co pozostawimy po sobie. Czy po tym koszmarze uda nam się stanąć z podniesioną przyłbicą przed zagrożeniem, które sami sobie sprowadziliśmy i wyciągnąć daleko idące wnioski, by przyszłe pokolenia mogły żyć w zgodzie z przyrodą na Ziemi wolnej od zanieczyszczeń, czy dalej w brutalnej pogoni za pieniądzem, doprowadzimy do tego, że nasz świat stanie się pusty i martwy.

foto: Ireneusz Stachowski

Co przed Panią – jakie projekty są realizowane, nad czym Pani pracuje. Gdzie można zobaczyć dzieła?
Na dzień dzisiejszy wróciłam do malarstwa sztalugowego i pracuję nad dwoma obrazami olejnymi. W przerwach powstaną też grafiki, tym razem na płytkach cynkowych i miedzianych
Moje prace dość często pojawiają się na wystawach zbiorowych w naszym regionie. Dwa obrazy olejne miały być w kwietniu wystawione na wystawie w Mazamet we Francji niestety, ze względu na zaistniałą sytuację muszą zostać w domu.

Dziękuję za poświęcony czas.

foto: Ireneusz Stachowski

 

Prace Barbary Kowalczyk zobaczyć można było podczas wydarzenia „Wieczór dla Ciebie – spotkanie z grafiką, poezją i muzyką” w wodzisławskiej bibliotece. Artystce towarzyszyli poetka Ewa Pleszczyńska i gitarzysta Tadeusz Kolorz. 

Skomentuj wpis jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • FOTORELACJE

  • marzec luty styczen