brama

Napisane przez: lena 12-06-2020

Poznaj siłę obrazów z przeszłości

Świadomość tego, co działo się w przeszłości, pozwala lepiej uchwycić sens teraźniejszości. Zgłębiona refleksja nad tym, co było, może stać się podstawą do budowania lepszego jutra. „Obrazy z przeszłości” Sławomira Kulpy, dyrektora Muzeum w Wodzisławiu Śląskim przenoszą nas do świata, którego w dużej mierze już nie ma. Na szczęście jego tętno wyczuwalne jest wyraźnie po dziś dzień. Warto wsłuchać się w ten historyczny rytm, by zrozumieć miejsce, w którym żyjemy.

Ponad dwadzieścia lat trwały pieczołowite, kompleksowe badania oraz mozolne poszukiwania skrawków historii miasta. Wysłuchane zostały dziesiątki opowieści, jakimi dzielili się jego najstarsi mieszkańcy, wykonane zostały badania w polskich i europejskich archiwach, a ustalenia konfrontowane były z pracami archeologicznymi. Efektem tych wnikliwych eksploracji jest imponująca publikacja, która rzeczowo, namacalnie i przede wszystkim obrazowo mówi o przeszłości Wodzisławia Śląskiego. Jak z przekonaniem zaznacza autor Sławomir Kulpa, to pokłon dla ludzi, którzy tu mieszkali, którzy żyją i będą żyć w przyszłości. Blisko czterystustronicowe dzieło w sposób spójny i uporządkowany prowadzi czytelnika przez burzliwą historię miasta. Zawiera 317 zdjęć, 173 pocztówek, 39 map, 28 pieczęci, 24 herbów oraz kilka portretów, a wiele z nich to unikalne i pojedyncze egzemplarze, jakie udało się zdobyć lub wypożyczyć z kolekcji prywatnych. Jak zrodził się pomysł na publikację? Co stanowi jej fundamentalną wartość? Między innymi o tym opowiada Sławomir Kulpa.

Ciekawi mnie moment, w którym stwierdziłeś, że obraz to idealny środek budowania opowieści o przeszłości naszego miasta, który dodatkowo może posłużyć za trzon tak obszernej publikacji?

Sławomir Kulpa: Odkąd pamiętam, zawsze interesowały mnie obrazy. Fotografowałem i lubiłem to. Obraz był dla mnie jednym z ważniejszych środków przekazu, niezakłamanym odzwierciedleniem tego, co się dzieje. Odkąd pamiętam, miałem problem z przemijaniem, z odchodzeniem innych osób. Wiadomo, że czasu nie da się zatrzymać, ale można go utrwalić. Niezwykle pomocna w tym jest fotografia, która, jeśli przestudiuje się ją wnikliwie, analitycznie, potrafi bez użycia słów wiele opowiedzieć. Dzięki niej podpatrujemy, jak wraz z upływem czasu zmieniamy się, jak zmienia się nasze otoczenie. Można rzec, że fotografia jest jak wino, czym starsza tym lepsza i co ważne nigdy się nie przeterminuje. Zawsze będzie miała jakiegoś odbiorcę. Wczorajsza fotografia, siłą rzeczy, nie za bardzo nas interesuje, ale już ta sprzed dziesięciu laty zaczyna być zajmująca. Wracając do sedna pytania, znam dokładną datę tego postanowienia. Dokładnie 6 października 1999 roku przyszedł do Muzeum Andrzej Klon, wodzisławianin, który obecnie mieszka w Berlinie. Przyniósł kilkanaście pocztówek starego Wodzisławia. Kupił je na różnych aukcjach i bazarach. I to właśnie jemu zawdzięczam fakt, że temat ten mnie pochłonął. Pocztówki były ambasadorami danego ośrodka. Musiały być ładne, kolorowe. Wręcz cukierkowe. Wyfruwały z gniazda jak jaskółki i nie wiadomo, gdzie ostatecznie docierały. Największymi wydawcami pocztówek w mieście byli: Franz Roesch, Maksymilian Lukas, Karl Kitel, Hugo Friedlaender czy Franciszek Zarzecki. To dzięki aukcjom, rożnym portalom dowiadywałem się o ich istnieniu i zabiegałem o to, by mogły do Wodzisławia powrócić. W największym rozproszeniu znalazły się pocztówki dawnego wodzisławskiego sanatorium na Wilchwach. Migrowały do przeróżnych zakątków świata, na przykład do Danii, Szwecji, Niemiec, Austrii, ale i do miast Dolnego Śląska. I to one stały się impulsem do zgłębienia przeszłości miasta, a finalnie – do powstania omawianej pozycji. Oprócz aukcji były również kolekcje prywatne i one w istocie również wzbogaciły album.

Czas, jaki upłynął od zamysłu do powstania publikacji jednoznacznie pokazuje, jak wymagające było to przedsięwzięcie.

Owszem. Przede wszystkim bardzo pracochłonne było zgromadzenie materiału. Później, gdy kolekcja pokaźnie się rozrosła, pojawił się problem poukładania tego świata w logiczną całość. Obrazy, które mieliśmy, wymagały umiejscawiania w szerszym kontekście. I tak, dysponowaliśmy zdjęciem danego obiektu, ale chcieliśmy się dowiedzieć kto go wybudował i kiedy miało to miejsce. I przede wszystkim czasu wymagało dotarcie do tych informacji. Tak między innymi było z budynkiem dawnego wodzisławskiego sądu i więzienia, gdzie obecnie mieści się urząd miasta. W publikacji czytelnicy odnajdą nie tylko pocztówki z widokiem tego gmachu, ale i szereg innych ważnych informacji. W Berlinie, w zbiorach Tajnego Archiwum Państwowego Fundacji Pruskiego Dziedzictwa Kulturowego, odnalezione zostały plany i rysunki z 1901 r. tego obiektu wykonane przez Stukenbracka, nadzorującego inwestycję powiatowego inspektora budowlanego z Rybnika. W państwowym Archiwum w Opolu były na przykład informacje, że cegły na budowę sądu i więzienia pochodziły z dóbr księcia Lichnowskiego, z pobliskich Krzanowic. To naturalnie tylko przykład doskonale pokazujący procesy jego wznoszenia i zrozumienia szerszej całości. Trudność w poszukiwaniu materiałów archiwalnych wynikała jeszcze z innych przyczyn. Zmiany demograficzne, zwłaszcza te po powstaniach śląskich, zniszczenie archiwaliów miejskich w 1920 roku, kiedy to dokumenty zostały wywiezione na przemiał do Mikołowa, jak i zrujnowanie Wodzisławia w czasie drugiej wojny światowej, niemal kompletnie unicestwiły dziedzictwo historyczne naszego miasta. To wielka tragedia skutkująca tym, że Wodzisław ma najgorzej zachowaną bazę źródłową ze wszystkich miast śląskich. W tym tkwi problem i to jest odpowiedź na pytanie, dlaczego zbieranie materiału trwa tak długo. Historia Wodzisławia jest jak wielkie stłuczone lustro, której większość już nie istnieje. A pisanie jej z pozostałych skrawków jest pracochłonne.

arch. Muzeum w Wodzisławiu Śląskim

Co stanowi clou „Obrazów z przeszłości”?

Przede wszystkim starałem się przekazać opowieść o ludziach, którzy zbudowali miasto. Podstawą tej książki jest człowiek i jego dzieło na przestrzeni lat, we wszystkich aspektach. Jednym z cenniejszych dla mnie zdjęć jest to z badań archeologicznych, które prowadziłem wraz z Adrianem Podgórskim na ulicy Minorytów 10. To fotografia współczesna z 2012 roku, ale dotyczy początków naszego miasta. Udało nam się odkryć najstarszą zabudowę drewnianą pochodzącą z 1259 roku. Zdjęcie to namacalna metryka miasta i zarazem świadectwo powstania Wodzisławia. Jest niezaprzeczalnym dowodem funkcjonowania miasta w tym czasie. Muszę dodać, że archeolodzy doktor Mirosław Furmanek i Adrian Podgórski swoją wiedzą, zaangażowanie wnieśli wiele dla poznania przeszłości miasta. Mieliśmy przyjemność podczas badań poznać Wodzisław, jakiego nikt nie widział od stuleci. Efektem tej pracy są setki tysięcy zabytków odkrytych podczas badań. W publikacji znalazło się zdjęcie dokumentujące badania archeologiczne prowadzone przy południowej nawie kościoła pofranciszkańskiego, które ujawniły nieznane ze źródeł pisanych cmentarzysko. W większości była to nienaruszona nekropolia, która mogła funkcjonować od XIV do XVI wieku. To obraz świata, który przeminął, ludzi którzy zostali tutaj złożeni. Miasto ma metrykę średniowieczną. Najstarszą budowlą zrealizowaną nie wcześniej niż około 1300 roku, a istniejącą do tej pory, to kościół pw. Świętej Trójcy. Był to obiekt wielokrotnie przebudowywany na przestrzeni wieków, ale jego mury „widziały” niemal całe nasze dzieje. I tylko żal, że nie umieją opowiadać. Szczególnie ważna jest dla mnie mapa Johanna Wielanda z 1736 r., nad którą wraz z historykiem doktorem Arkadiuszem Kuzio-Podruckim długo pracowaliśmy. To mapa wodzisławskiego państwa stanowego, gdzie czytelnik znajdzie herby wszystkich właścicieli tych ziem od XVI do XX w. Jestem zadowolony, że w publikacji udało się zamieścić najstarsze wodzisławskie ryciny przedstawiające pałac Dietrichsteinów i stary kościół parafialny, które sporządził w 1845 roku kolekcjoner sztuki Aleksander von Minutoli. Z jednej strony, tworząc niniejszą publikację chciałem, żeby w obraz naszego miasta wpisani byli ludzie go tworzący. Z drugiej strony zależało mi na tym, by mieszkańcy poznali historię swojego miasta poprzez obraz. By analitycznym okiem mogli prześledzić jego przeszłość, by mogli poznać efekty wieloletnich badań i przyjrzeć się unikalnym artefaktom. Chciałbym, by mieszkańcy zrozumieli, że żyjemy w pewnym momencie historii, że my też przeminiemy i dobrze byłoby coś po sobie pozostawić.

Jaki obraz Wodzisławia i wodzisławian rysuje się na podstawie dostępnych, znanych materiałów źródłowych?

Mam niedosyt, chciałbym już teraz wzbogacić ten obraz o nowe informacje i uzupełnić publikację. Nieustannie odkrywamy kolejne elementy składające się na jego przeszłość. Niemniej z albumu, który szczerze polecam, dowiemy się naprawdę wiele. Wodzisław był małym miasteczkiem górnośląskim. Miał ukształtowaną regionalną pozycję, choć kondycja miasta była nie najlepsza, na co wpływało wiele czynników. W XVIII wieku miasto nie liczyło nawet tysiąca osób. Z odsłanianych materiałów źródłowych czytelny dla wnikliwych obserwatorów kod genetyczny miasta. Poznajemy jego początki, program organizacyjny, prawny i urbanistyczny kolonistów przybywających na te tereny z zachodniej Europy. Możemy się zastanowić jak wyglądało zderzenie światów słowiańskiego – autochtonów i allochtonów w połowie XIII wieku. Musiało być bardzo ciekawe! Z jednej strony poznajemy właścicieli rodów posiadających dobra wodzisławskie, przenikamy do życia wodzisławskiego pałacu, poznajemy historię szkolnictwa, z drugiej czytamy o wodzisławskich kupcach, rzemieślnikach, kamienicach – czytelnik zobaczy, że większość z nich legła w gruzach w czasie II wojny światowej, a wcześniej w 1822 roku ogromu zniszczenia dokonał pożar. Nasze miasto wiele doświadczyło. Wszystko to składa się na jego złożony obraz, wynikający z wielu uwarunkowań. Wodzisław był wieloetniczny i wielowyznaniowy. Katolicy, ewangelicy czy Żydzi wspólnie kształtowali miejską przestrzeń. Poznajemy ich zwykłe, osobiste życie, z problemami i radościami. Mamy naprawdę bogatą przeszłość. Świadomość tego, co było pozwoli nam inaczej spojrzeć na rzeczywistość, w której funkcjonujemy. Książka to wartość wspólna, traktuje o ludziach, którzy współuczestniczyli w tworzeniu miasta i oni są jej bohaterami. Dla mnie najważniejsze jest to, by pamięć o nich przetrwała. Czuję jako muzealnik, że jestem po części kustoszem ich pamięci.

arch. Muzeum w Wodzisławiu Śląskim

Trzeba wiedzieć, że na publikację wpływ miały także obrazy, jakie przechwali w pamięci wodzisławianie. Jak bardzo emocjonujące były to spotkania?

Zwykle towarzyszyła im specyficzna aura, którą nie sposób uchwycić słowami. Takich spotkań było wiele. Między innymi osobą szczególną dla mnie, niesamowicie dystyngowaną, którą miałem przyjemność poznać była pani Elżbieta Niesler, mieszkająca przy Rynku 1. Czas wspólnie z nią spędzony był pożyteczny, a opowieści natchnione ciekawymi informacjami. Bardzo dobrze czułem się również w willi państwa Tumułków przy ulicy Wałowej, gdzie pozostał duch międzywojnia. To wynikało z miejsca i klimatu spotkania. Równie niesamowite kontakty mam z Joanną Pytel-Bocheńską, artystką mieszkającą w Szwajcarii, której przodkowie mieszkali w latach 60-XIX w. na wodzisławskim Rynku. Doceniam zrozumienie, otwartość i wyjątkowość panów Andrzeja Prokopa czy Roberta Grzybka – świadków historii. Inspirującą osobą do tej publikacji była osoba Stefana Górskiego, niegdyś członka z Towarzystwem Miłośników Ziemi Wodzisławskiej. Była to osoba niezwykle wrażliwa, czująca tętno miasta i pasjonująca się jego historią, podobnie jak Barbara Koczy, na którą zawsze mogę liczyć! Bardzo cenię sobie kontakty z Romanem Copem, który bada archiwa berlińskie. Mam wyrzuty sumienia, że w pośpiechu, z nadmiaru spraw do załatwienia z kilkoma osobami nie dane było mi się spotkać. Wiem, że byłyby to niezmiernie ważne i wzbogacające rozmowy.

arch. Muzeum w Wodzisławiu Śląski

Można pokusić się o podsumowanie i stwierdzić, że „Obrazy z przyszłości” to wspólne dzieło wodzisławian?

Tak. Chciałbym podziękować władzom miasta, panu prezydentowi Mieczysławowi Kiecy, jego zastępczyni – pani Izabeli Kalinowskiej, księdzu prałatowi Bogusławowi Płonce, a także pani dyrektor Miejskiej i Powiatowej Biblioteki Publicznej Ewie Wrożynie-Chałupskiej oraz wszystkim, którzy wnieśli wkład w powstanie albumu. Publikację uważam za wspólne nasze osiągnięcie. Miasto to fenomen. Możemy się w nim spotkać, być ze sobą, pamiętając o tym, że kiedyś i my odejdziemy. Przecież ludzkość uczestniczy w wielkiej sztafecie pokoleń. Warto mieć tego świadomość, by lepiej wykorzystać czas, w którym żyjemy. Książka jest pretekstem do poszukiwań, do sięgnięcia do tego, co było, ale i uświadomienia sobie, że kiedyś i nas nie będzie. To pozycja, która wymaga refleksji. Ma też walor edukacyjny, zachęca do samodzielnego zestawienia i porównania obrazów z przeszłości z naszą codziennością. Opisy w niej zawarte są na tyle dokładne, że każdy, kto tylko zechce, będzie mógł tego dokonać. Wciąż wierzę, że pojawią się kolejne osoby, które zechcą podzielić się z nami spuścizną, co pozwoli nam jeszcze mocniej zbliżyć się do przeszłości. Apeluję do czytelników, by nie pozbywali się rodzinnych pamiątek. Muzeum na takie skarby czeka z otwartymi ramionami. Jest jeszcze wiele pustych kart w historii miasta do uzupełnienia! Książkę dedykuję nie tylko pasjonatom, ale każdemu, kto ma szacunek dla swojego miasta. To pokłon dla ludzi, którzy tu mieszkali, którzy żyją i będą żyć w przyszłości.

Dziękuję za rozmowę.

Również dziękuję i zachęcam do lektury.

Spotkanie promujące dzieło „Wodzisław Śląski. Obrazy z przeszłości” autorstwa Sławomira Kulpy, dyrektora Muzeum w Wodzisławiu Śląskim odbędzie się 22 czerwca, o godzinie 18:30 w kościele pw. WNMP. 

 

Rozmawiała Magdalena Szymańska

Skomentuj wpis jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • FOTORELACJE

  • lipiec czerwiec maj