brama

Napisane przez: ak 04-04-2016

Postanowili, że swoją pasją podzielą się z innymi

Podczas swoich wykładów naginają czasoprzestrzeń, twierdzą, że wszyscy jesteśmy kosmitami, a przedszkolaki barykadują drzwi, by nie mogli wyjść. O kim mowa?

– Miałem siedem lat, kiedy po raz pierwszy zacząłem poważnie myśleć o tym, co dzieje się na niebie. Nikt nie potrafił odpowiedzieć na moje pytania. Z czasem pojawiły się bardzo piękne i rzadkie zjawiska, np. przelot komety Hale-Boppa. Na przełomie roku 1996/1997 przez kilka tygodni na wieczornym niebie można było oglądać przepiękną, jasną kometę z warkoczem na połowę nieba. Nie zapomnę też prawie całkowitego zaćmienia Słońca, kiedy w środku dnia na kilka minut zrobiło się szaro, zimniej, a ptaki przestały śpiewać – wspomina Michał Witek. Rok temu w marcu mogliśmy podziwiać podobną sytuację, z tym, że te wydarzenie relacjonowali już na żywo dla całych grup z Rydułtów jako Astrohunters, uzbrojeni w odpowiedni sprzęt. – Pierwszy poważniejszy podręcznik astronomii dostałem w 1997 r. Nie pamiętam, ile razy go przeczytałem, ale znałem go na pamięć. Dokształcałem się samodzielnie. Przerabiałem kilka opracowań Teorii Względności Einsteina, wgłębiałem się w mechanikę kwantową – dodaje.

Dawid Barteczko bakcyla astronomii złapał pięć lat temu, kiedy po raz pierwszy zetknął się z aplikacją wirtualnego atlasu nieba na smartfonie. Miesiąc później kupił lornetkę, z którą zaczął odkrywać niebo, jeżdżąc w różne miejsca. Rok później pojawił się teleskop i jednocześnie pomysł, by pasją do astronomii i fotografii dzielić się z innymi na blogu. – Na drugi dzień po jego publikacji napisał do mnie Michał. Po korespondencji mailowej postanowiliśmy spotkać się w Zwardoniu, gdzie do dziś zabieramy naszych słuchaczy na pokazy rozgwieżdżonego nieba. Tamtego dnia postanowiliśmy, że będziemy dzielić się naszą pasją z innymi – mówi Barteczko.

Ważna jest pasja

Jako Astrohunters działają już od czterech lat, ale fundację założyli dopiero w tym roku. Początki, jak wszędzie, bywały trudne. Pukali do wielu drzwi, odwiedzali różne miejsca. Prezentowali swoją działalność poprzez media społecznościowe, założyli stronę internetową, prowadzą fanpage. Wieść o nich szybko rozeszła się też drogą pantoflową. Chodź w ich przypadku wypadało by powiedzieć: mleczną.

Udało im się zbudować markę własnymi siłami. – Pomysł, który istniał tylko w naszych głowach, urzeczywistnia się. Chcemy być postrzegani jako osoby mające coś do pokazania i powiedzenia – mówią zgodnie. Są oryginalni w tym, co robią i nie wzorują się na innych. Większość organizacji w dziedzinie astronomii to pasjonaci tego zagadnienia, skupiający się we własnym gronie. – My chcemy wyjść do ludzi, bo wiedza jest wartością tylko wtedy, gdy się nią dzielimy. Pragniemy pokazać młodemu pokoleniu, jak ważne jest hobby, które pomaga rozwijać własną osobowość. Człowiek, który ma pasję, zupełnie inaczej postrzega świat i ludzi – tłumaczą zgodnie.

Siedziba fundacji mieści się w Wodzisławiu Śląskim, choć działają na terenie całej Polski. Mówią, że są bardzo związani ze Śląskiem, ale też otwarci na świat. Na tyle, że już myślą o wydarzeniach i konferencjach naukowych za granicą.

Tylko w zeszłym roku przez ich teleskopy popatrzyło ponad 11 tysięcy osób. Przeprowadzili ponad 60 przedsięwzięć, m.in. w placówkach oświatowych, domach kultury czy podczas imprez plenerowych. Otrzymują zaproszenia na poważne wydarzenia naukowe. Co istotne dla nich – spora część osób, która zetknęła się z ich działalnością, wraca po więcej.

Docenić potęgę natury

Organizują imprezy dla różnych grup odbiorców. Dzięki współpracy z Europejską Agencją Kosmiczną i Europejskim Obserwatorium Południowym, mają dostęp do materiałów, z których tworzą filmy pokazywane na dużym ekranie. Po takim seansie przychodzi czas na zadawanie pytań, który z ustalonych 15 minut standardowo się wydłuża. Druga część spotkania to zajęcia praktyczne w terenie. – W razie niepogody niebo wozimy ze sobą. Odczucia tych, którzy pierwszy raz patrzą przez teleskop, są niesamowite. Księżyc w powiększeniu robi wielkie wrażenie. Patrząc przez okular wydaje nam się, jakbyśmy wokół niego orbitowali – mówi Michał Witek.

Wyjazdy w góry są alternatywą dla ograniczonych czasowo wykładów. – Podczas takich wyjazdów naginamy czasoprzestrzeń. Mamy zdolność do rozgadywania się, a nasi słuchacze zadają mnóstwo pytań – śmieje się Dawid Barteczko. – Mamy ulubione miejsce w Zwardoniu, gdzie widoki są nieziemskie. Latem, w totalnej ciszy i ciemności, bez żadnych źródeł światła, można wygodnie, na leżakach położyć się pod rozgwieżdżonym niebem. Człowiek jest wtedy w stanie zagłębić się w niezmierzoną pustkę kosmosu, docenić potęgę natury. Wszystkie nasze problemy uciekają. Potrafimy się wyłączyć od cywilizacji. Docenić to, kim jesteśmy oraz fakt, że potrafimy się zachwycić tym pięknem. Czujemy się nieodłączną częścią przyrody, a nie, jak przeważnie, panami świata. Możemy realnie, prawdziwie kontemplować Kosmos. Dla mnie takie chwile są więcej niż bezcenne. Polecam każdemu, by chociaż na moment przystanąć, zapomnieć o problemach, poczuć się zaplanowaną częścią Wszechświata – opowiada z przejęciem Michał Witek.

Zgoła inaczej wyglądają ich spotkania z przedszkolakami. Tam najlepiej działać na zmysłach i uczyć przez zabawę. – Dzieci dotykają meteorytów i robią doświadczenia. Są chłonne wiedzy, mają mnóstwo pytań. Zdarzyło się nawet, że zabarykadowali drzwi, bo nie chcieli nas wypuścić – wspomina z uśmiechem Dawid Barteczko. Zawsze zabierają ze sobą kawałek Kosmosu w postaci kamieni, które bardzo dawno temu spadły na ziemię. To ich stale rozszerzająca się kolekcja meteorytów. Sprzęt zbierali latami, bo to trudno dostępne perełki. – Filtr, który potrafi wyciąć odpowiednią część spectrum światła trzeba kupić w Ameryce i poluje się na niego nawet półtora roku– tłumaczą. Poza tym na wyposażeniu mają kilkanaście teleskopów. Ich samochód jest zawsze zapakowany do granic możliwości sprzętem, by pokazać jak najwięcej. A nuż zainteresują tematem kolejną osobę. – Moim celem nie jest dążenie do doskonałości, ale do spełnienia. Popularyzacja astronomii i zarażanie tą pasją traktuję jako swoje powołanie – mówi Michał Witek.

Najczęściej bombardowani są pytaniami o czarną dziurę, życie w Układzie Słonecznym, ekologię. – Przyznaję, że raz nie znałem odpowiedzi na pytanie ucznia o najstarszą gwiazdę odkrytą przez człowieka – wspomina Barteczko. – Nie jesteśmy doskonali, wciąż się dokształcamy, śledzimy nowinki i doniesienia z dziedziny astronomii – dodaje.

Plany mają ambitne

Działają na szeroką skalę, nie brak im pomysłów i planów na kolejne przedsięwzięcia. Jednym z nich jest budowa ogólnodostępnego obserwatorium. Chcą też zorganizować konferencję z prawdziwego zdarzenia, na której obecni będą naukowcy pracujący przy ambitnych projektach np. załogowa misja na Marsa. Oprócz dotychczasowej działalności w głowach kiełkują im zupełnie nowe pomysły, których na razie zdradzać nie chcą. – Na własnym przykładzie nauczyliśmy się, żeby marzenia przekuwać w cele. Teraz nie ma dla nas rzeczy niemożliwych – twierdzą. – Plany są ogromne, ale na to wszystko potrzebne są środki finansowe. Do tej pory startowaliśmy jako osoby nieformalne w konkursach na terenie powiatu. Od niedawna mamy osobowość prawną, więc dopiero rozwiniemy skrzydła w zakresie pozyskiwania funduszy – zaznaczają. Dlatego też od niedawna do zespołu dołączyła Karina Powała, która będzie zajmować się projektami i pozyskiwaniem nowych klientów czy kontraktowaniem zleceń, a tych mają sporo. Na tyle, że już dawno odkryli, że doba ma więcej niż 24 godziny. Ale jak sami zauważyli, mają tendencję do naginania czasoprzestrzeni.

W tym, co robią, nie ma miejsca na fałsz. Niczego nie ukrywają, mimo, że niektóre fakty bywają bolesne. – Szczególnie te dotyczące niszczycielskiej działalności człowieka na naszą planetę. Ale to też warto pokazywać, by dać ludziom do zrozumienia, że jest to jedyny świat, który daje nam wodę do picia, powietrze do oddychania i rośliny, które nas żywią – przestrzega Barteczko.

Pasjonaci starają się zarażać innych swoim hobby i są w tym bardzo skuteczni. Oczywiście nic na siłę. Dla jednych będzie to temat fascynujący i bakcyla złapią od zaraz, inni nie będą się czuć dobrze w tej dziedzinie. – Niektórzy boją się kosmosu. Jest dla nich zbyt potężny, nieosiągalny. Jego bezmiar sprawia, że czują się zagrożeni i niespokojni – tłumaczy Witek. – Na szczęście udało mi się zaszczepić trochę pasji w żonie. Córeczka jest jeszcze za mała, ale staram się przemycać jakieś naklejki z planetami – dodaje z uśmiechem.

– Ludzkość od zarania dziejów interesuje się Kosmosem, ale my – ludzie popadliśmy w pracoholizm i bierzemy udział w wyścigu szczurów, a to odsuwa nas od takich rzeczy jak hobby, pasja. Biegamy za pieniądzem, a chyba nie na tym życie polega, by go przepracować. Warto, by mieć z niego coś jeszcze – puentuje Dawid Barteczko.

Astrohunters

????????????????????????????????????

????????????????????????????????????

Skomentuj wpis jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • FOTORELACJE

  • grudzien listopad pazdziernik