brama

Napisane przez: lena 19-02-2019

Połączyła ich prawdziwa miłość

O niegasnącym uczuciu, wzajemnym szacunku i radości czerpanej z bycia razem szanowni jubilaci Helena i Jerzy Krzystkowie mogliby opowiadać wiele. I doskonale wiedzą, o czym mówią, bowiem ich prawdziwa, trwająca niezmiennie przez siedemdziesiąt lat miłość, a także przyjaźń dla wielu może być przykładem i receptą na udane małżeństwo.

– Czas szybko mija. Patrząc wstecz, mogę powiedzieć, że nasze wspólne życie było trudne, ale i ciekawe – mówi z przekonaniem Helena Krzystek. – Staraliśmy się być silnymi, optymistycznie patrzeć na świat z wiarą, że będzie lepiej. Często powtarzałam mojemu małżonkowi: Juruś, wspólnie nawet pod najbardziej stromą górę wyciągniemy ten pełen życiowych bagaży wóz. I to się zawsze udawało – dodaje.

Małżonkowie poznali się w Siemianowicach, gdzie mieszkali, podczas spotkania u wspólnych znajomych. Do Wodzisławia Śląskiego przeprowadzili się w 1971 roku. – Od początku wiedziałem, że Helena będzie moją wybranką na całe życie. Po roku narzeczeństwa zawarliśmy związek małżeński – wspomina Jerzy Krzystek. – Cieszymy się, że nadal możemy być razem. Jedno bez drugiego nie potrafi żyć. Możemy na siebie liczyć w każdej sytuacji – dodaje.

Oboje pochodzą z rodzin o patriotycznych tradycjach. Oboje doświadczyli okrucieństwa wojny, traumatycznych przeżyć związanych z obozową rzeczywistością, przesłuchaniami. Wiedzą, z jakim poświęceniem wiązała się walka o wolność, o lepsze jutro. – Obawa o życie towarzyszyła nam każdego dnia. Nigdy nie mieliśmy pewności czy przeżyjemy, czy wychodząc z domu do niego wrócimy – ze wzruszeniem opowiada pani Helena. Wspomnienia wywołują w małżonkach wiele emocji, sprawiają też, że potrafią doceniać to, co mają, umieją znaleźć powody do radości w codziennych drobnostkach. Nade wszystko cenią sobie obecność najbliższych. – Jest nam tutaj dobrze, miasto pięknieje. Tak wiele się zmieniło. A pamiętam, przed blokiem błoto po kostki i mało estetyczne otoczenie – wspomina pani Helena. Pan Jerzy pracował na kopalni 1 Maja, przeprowadzał też szkolenia dla górników. Wiele czasu poświęcał na działalność społeczną. Jubilatka z zaangażowaniem zajmowała się domem i opieką nad schorowaną matką. Doczekali się dwójki dzieci – córki Bronisławy i syna Sławomira, czworga wnucząt oraz sześciorga prawnucząt. – Mieszkamy blisko siebie, często się spotykamy. Rodzina jest przy nas. Mamy gdzie jeździć na wakacje – dodaje z uśmiechem jubilatka.

Cenne wartości, jakimi sami kierują się w życiu przekazali swoim najbliższym. – Cenię rodziców przede wszystkim za to, w jaki sposób nas wychowali. Swoim przykładem przekonali nas o tym, co jest w życiu najważniejsze. Zawsze mogliśmy na nich liczyć – mówi syn Sławomir. – Imponują mi wzajemnym szacunkiem, optymizmem i tym, że mimo upływu lat, starają się być samodzielni – dodaje córka Bronisława.

Jubilaci z sentymentem podkreślają, że mają okazję obserwować już czwarte pokolenie i z tej obserwacji nie zawsze płyną pozytywne wnioski. – W zabieganiu młodzi ludzie nie dostrzegają tego, co stanowi fundament udanego związku. Nie potrafią ze sobą rozmawiać, nie interesują się sobą nawzajem, a uwagę skupiają na rzeczach, które w naszym odczuciu na to nie zasługuję. A prawdziwe wartości, mądre życie ucieka – akcentowali.

Z okazji siedemdziesiątej rocznicy ślubu gratulacje małżonkom złożyli prezydent miasta Mieczysław Kieca i kierownik Urzędu Stanu Cywilnego Mirosława Meisel.

Skomentuj wpis jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • FOTORELACJE

  • maj kwiecień marzec