brama

Napisane przez: lena 25-04-2019

Na wszystko trzeba sobie zapracować

Po raz pierwszy wystartował w biegu na dystansie pięciu kilometrów, co kosztowało go sporo wysiłku. Dziś sukcesywnie sięga po więcej, choć to nie trofea mobilizują go do biegania. Stawia sobie realne cele, marzy o udziale w zawodach Ironman Triathlon. Mowa o Sebastianie Bartosiku, utytułowanym biegaczu z klubu Forma Wodzisław Śląski.

Choć wodzisławianin stawiał w swoim życiu na aktywność, to bieganie przez długi czas nie znajdowało się w centrum jego sportowych zainteresowań. Zdecydowanie bardziej interesowały go narciarskie zjazdy, górskie wyprawy czy rowerowe przejażdżki. – W bieganie wciągnął mnie mój brat Krzysztof, który był już wprawionym zawodnikiem. Pojechałem z nim, jako kibic na Bieg Twardziela, zobaczyłem, jak to wygląda, poczułem tę niesamowitą atmosferę i postanowiłem, że też spróbuję swoich sił – wspomina Sebastian Bartosik. – Decyzję podjąłem trzy lata temu. Wystartowałem po raz pierwszy na zawodach w Jedłowniku. Do pokonania miałem dystans pięciu kilometrów. Nie miałem doświadczenia, więc ruszyłem z impetem, poszedłem na żywioł, z taką siłą, jakby to był bieg na 300 metrów. Do mety dobiegłem zasapany, z trudem łapiąc oddech. Byłem potwornie zmęczony, ale spodobało mi się to na tyle, że planowałem udział w innych imprezach. I tak stanąłem na starcie Błękitnej Wstęgi, Biegu Twardziela, półmaratonów i maratonów. Bakcyla załapałem na dobre – dodaje z uśmiechem.

Do biegania Sebastian Bartosik podszedł bardzo ambitnie. Postawił na profesjonalne przygotowanie i treningi, co z czasem zaprocentowało dobrymi osiągami. Początkowo do startów przygotowywał się razem z bratem. Kondycję szlifowali pod okiem trenera jastrzębskiego klubu morsów Stanisława Haśkiewicza. – To były bardzo dobrze rozpisane treningi, pod okiem doświadczonego sportowca. Otrzymaliśmy wiele cennych wskazówek. Wciągnęliśmy w nie jeszcze jednego biegacza Pawła Nalepkę, który szybko stał się moim serdecznym przyjacielem – akcentuje.

Wzbogacająca pasja

Od ponad roku biegacz zasila szeregi klubu Forma Wodzisław Śląski. Jak do tego doszło? Klub został zaproszony do udziału w maratonie w Tczewie, w tych zawodach mogło wystartować dziesięciu reprezentantów Formy, w ramach współpracy pomiędzy miastami. – Zawarliśmy z Pawłem Nalepką taką koleżeńską umowę. On namówił mnie, żebym zapisał się do klubu i pobiegł z nim w tych zawodach, a sam miał towarzyszyć mi w trakcie maratonu w Dębnie. Skończyło się tak, że on słowa nie dotrzymał, a ja w Formie zostałem – zaakcentował z uśmiechem Sebastian Bartosik. – Cieszę się, że w Wodzisławiu Śląskim działa taki klub i że mogę do niego należeć. Poznałem fantastycznych, pozytywnie nastawionych do życia ludzi. Atmosfera w klubie jest świetna, dlatego zachęcam innych, by dołączyli do Formy. Założyciel klubu Zbigniew Marszałkowski do dziś wspominany jest podczas rożnych biegowych zawodów. Był dobrym działaczem, potrafił przyciągać sportowców i organizował szereg wydarzeń. Żałuję, że nie dane mi było poznać go lepiej. Rozmawialiśmy ze sobą raptem z dwa razy – dodawał.

Zaangażowanie w klubie dało zawodnikowi coś zdecydowanie cenniejszego niż sportowe laury. Zaowocowało przyjaźnią, która wykracza poza ramy współzawodnictwa. Sebastian Bartosik i Paweł Nalepka wielokrotnie spotykali się na zawodach, uczciwie ze sobą rywalizując, wspierając. – Paweł to mocny zawodnik. Powiedziałem kiedyś w domu, że nigdy go nie dogonię. Ale w końcu nasze siły zrównały się, bywało też, że byłem od niego lepszy. Pamiętam, jak razem startowaliśmy w Kędzierzynie Koźlu. Przyjechaliśmy na zawody spóźnieni, pobiegliśmy praktycznie bez rozgrzewki i wbiegaliśmy na metę razem. Okazało się, że wygrałem z nim o jedną setną sekundy! Wspominam o nim, bo całkiem niedawno powiedział mi, że już nie będzie biegał w zawodach, że ten czas chce poświęcić rodzinie. Rozumiem tę decyzję, ale się z nią nie zgadzam, bo zwyczajnie, po ludzku brakuje mi go na starcie. Liczę na to, że jeszcze ten temat przemyśli, odpocznie i wróci do aktywnego biegania. Trzeba czasem odpuścić, by z większą siłą uderzyć – mówi z przejęciem zawodnik. W klubie Forma Wodzisław Śląski Sebastian Bartosik, jak i inni zawodnicy trenują pod fachowym okiem Czesława Mojżysza, utytułowanego zawodnika, mistrza Polski. Praca przebiega indywidualnie i jest bardzo dobrze zorganizowana.

Determinacja w cenie

Walka z innymi i z własnymi słabościami, sportowa rywalizacja, okazja do poznania biegaczy z innych klubów są czymś, co bezdyskusyjnie motywuje do uprawiania tej dyscypliny sportu. Jak podkreśla wodzisławianin, w sporcie trzeba być wytrwałym, być ambitnym, by stanąć na wysokości zadania. Trzeba umieć znaleźć w sobie sił i zmotywować się tak, by nie poddać się na którymś kilometrze, przed ukończeniem dystansu. – Bywają takie momenty słabości, kiedy nawet blisko mety chce się zejść z trasy i marzy się tylko o tym, by zakończyć bieg. Ma się ochotę usiąść i kibicować. Trzeba jednak pokazać charakter – podkreśla zawodnik. – Sukces… powiem tak, nie spodziewałem się w ogóle tego, że będę zdobywał puchary, medale. Chciałem tylko biegać, poprawić swoją wydolność, trzymać formę i nie zależało mi na tym, by wygrywać. To nie było moim celem. Dlatego do dziś każdy, dobry wynik daje mi dużo szczęścia. Zacząłem biegać, bo brat przekonał mnie, że na każdych zawodach otrzymuje się pamiątkowy medal za udział. I to by mi wystarczało, ale przyszły sukcesy zdecydowanie większe. Pomimo tego, że walczę o czołowe lokaty, cieszę się nawet, jak zajmuję miejsce dwudzieste piąte – dodaje.

Każda decyzja pociąga za sobą określone konsekwencje. Sportowa kariera, jeśli myśli się o niej odpowiedzialnie, także w znaczącym stopniu wymaga reorganizacji dotychczasowego życia. By osiągać wyniki, trzeba systematycznie trenować, a to pochłania niemało czasu. Tu nie ma taryfy ulgowej. – Na treningi i przygotowanie trzeba poświęcić czas i jest to minimum godzina dziennie, przez pięć, sześć dni w tygodniu. To zmienia życie, trzeba inaczej planować swój czas – wyjaśnia Bartosik. – Zawody to już trochę inna bajka, bo zabieram na nie rodzinę. Zawsze mogę liczyć na doping najbliższych – akcentuje. Ostatnio wspierali go w Dębnie, podczas maratonu. Do mety wodzisławski zawodnik przybiegł na miejscu 29. W imprezie sportowej wystartowało ok. 2500 biegaczy. Są to zawody prestiżowe, które zalicza się do korony maratonów. By ją zdobyć trzeba przebiec jeszcze dystans 42,2 km we Wrocławiu, w Warszawie, Poznaniu i Krakowie. Ostateczny czas na mecie nie gra roli, warunkiem jest to, by maratony zaliczyć w ciągu dwóch lat. – Koronę maratonów zdobyłem. W tym roku chciałem złamać czas dwóch godziny i 50 minut. Niestety nie udało się, osiągnąłem wynik 2:50:32 sekundy. Jestem zadowolony, bo to mój rekord życiowy. Z drugiej strony mam nad czym pracować – zaznacza z uśmiechem.

Są cele

Forma wodzisławianina pnie się w górę. Na szczęście nie ma na swoim koncie żadnych poważniejszych kontuzji, które utrudniałby mu starty. Nie oznacza to jednak, że wszystko przychodzi mu z łatwością. Są chwile euforii, ale i załamania. Są momenty, kiedy o bieganiu nawet nie chce myśleć. I to stan naturalny, kiedy organizm daje wyraźnie znać, że pora na krótką chwilę odpocząć. Warto tego „głosu” posłuchać, dać sobie czas na złapanie oddechu, by ponownie po przerwie wrócić do biegania z radością. – Moim marzeniem było zdobycie korony maratonu i to się udało. Zawsze walczyłem z tym, żeby złamać 35 minut w biegu na dystansie 10 km. Tego jeszcze nie osiągnąłem i mam nadzieję, że to mi się uda. Marzę, by wziąć udział w zawodach Ironman Triathlon, ale zdaję sobie sprawę, że musiałbym się do nich intensywnie przygotować. Stawiam sobie realne cele, które nie wykraczają zdecydowanie poza moje możliwości. Dzięki takiemu podejściu nie zniechęcam się, a pozytywnie i z rozsądkiem nakręcam do dalszej sportowej aktywności – dodaje.

Warto zaznaczyć, że miłość do sportu Sebastian Bartosik godzić musi z miłością do… muzyki. Od wielu lat gra w zespole Chemical Garage. Grupa zacięcie pracuje nad nową płytą, która w pełnej krasie pojawi się na przełomie lata i jesieni. – Współpracujemy z nową wokalistką, która świetnie śpiewa. Moim zdaniem materiał na nową płytę jest ciekawy, teksty będą po polsku, a brzmienie rockowe. Choć gramy od kilkunastu lat, nadal mamy w sobie tę samą energię i zapał, jak na początku. Rozwijamy się, a wszystkich, którzy chcą się o tym przekonać, zapraszamy na nasze koncerty, jak tylko pojawi się nasz nowy krążek „Mimo wszystko” – zachęca Sebastian Bartosik. Poza nim grupę Chemical Garage tworzą: Amelia Borkowska, Grzegorz Czech, Patryk Bartosik i Krzysztof Bartosik.

Muzyka, choć już ta płynąca ze słuchawek, towarzyszy sportowcowi podczas codziennych treningów. Pokonuje utartą trasę w rockowych rytmach.

– Muszę przyznać, że nie nudzę się w swoim życiu. Mam wspaniała rodzinę, pracę, która pozwala mi realizować pasje. Mam wiele okazji do tego, by spotykać wspaniałych ludzi, ale przede wszystkim chciałbym podziękować rodzicom, że tchnęli we mnie i w rodzeństwo chęć do uprawniania sportu, do robienia fajnych rzeczy w życiu. Mama bardzo dobrze pływała, mocno w nas wierzyła, tata jeździ na rowerze, chodzi z kijkami, chodzi po górach, w był młodości koszykarzem. Oboje motywowali nas sportowo, a może tę pasję przekazali w genach. Talent otrzymaliśmy po nich, ale to, jak go wykorzystamy i co z nim zrobimy, zależy już tylko od nas. Na wszystko trzeba sobie zapracować – puentuje.

W przypadku Sebastiana Bartosika efekty sportowej pracy są zauważalne. Forma pnie się w górę. Swoją dyspozycję ocenia zawsze po wynikach osiąganych w Biegu Twardziela. To zawody, które szczególnie sobie upodobał. I w tym roku przybiegł na metę pierwszy. Bezdyskusyjnie był też najlepszym wodzisławianinem podczas dziesiątej edycji Błękitnej Wstęgi Balatonu.

(Jeden komentarz)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • FOTORELACJE

  • maj kwiecień marzec