brama

Napisane przez: lena 20-08-2019

Mam potrzebę doświadczania czegoś więcej

Zadebiutowała w 2012 roku. Tworzy obrazy słowem malowane, a ich znakiem rozpoznawczym jest szczególna wrażliwość i delikatność na zastaną rzeczywistość. Mowa o poetce Izabeli Gardian, której czwarty tomik poezji „Drzwi na oścież” niedawno ujrzał światło dzienne.

Wyczytałam, że jesteś autorką przewodnika po tajemnicach kobiecej natury… To sformułowanie, które odnosi się do zbioru wierszy „Kobieta w czterech porach roku” jest trafne?

Izabela Gardian: To ładnie powiedziane, choć nie wiem, czy treści zawarte w tomiku można do końca w taki sposób traktować. Na pewno nie obraziłabym się, gdyby nazwano mój pierwszy tomik po prostu poezją kobiecą. Wiele wierszy odnosi się do tego tematu, mówi o uczuciach, doznaniach, zmysłach – o tym, czym żyjemy na co dzień. Jestem bardzo emocjonalna, mam potrzebę uporządkowania tychże odczuć, opisania ich. I robię to przede wszystkim dla samej siebie. Można powiedzieć, że pisanie jest dla mnie rodzajem terapii. A jeśli ktoś z mojej twórczości skorzysta, dzięki niej poczuje się lepiej, w moich słowach odnajdzie cząstkę siebie, to bardzo dobrze!

Na ile poezja w tym tomiku zawarta jest o kobiecie Izabeli Gardian, a na ile o kobietach w ogóle?

Każdy utwór jest osobisty, wynika z doświadczeń, z tego co przeżyłam, usłyszałam, z tego, co chłonęły moje zmysły. Moje wiersze nie są ulotne, staram się, by niosły przesłanie, pewną zamkniętą myśl. Lubię spójne, dopowiedziane formy, dążę do syntezy. Tworzę opowieści zamknięte, co ma związek z moją wewnętrzną potrzebą „rozliczenia się” nie z całego życia, bo to nie ten moment, ale z codzienności. Mam pamięć emocjonalną. Taki swoisty poetycki rachunek sumienia uspokaja mnie i pozwala łatwiej odnajdywać się w otaczającej mnie rzeczywistości. Przepracowane kwestie pozwalają mi wykonać kolejny krok do przodu.

Który z okresów życia jest najciekawszy? Która z ról – matki, żony, poetki – jest najbardziej wymagająca?

Najtrudniejsze jest życie! Nie dzieliłabym go na stopnie, na role, na to, co mniej lub bardziej istotne, bo wszystko, co się na nie składa, ma znaczenie. Pisanie poezji nie przychodzi mi łatwo. Bywa, że praca nad dwoma wersami sporo mnie kosztuje, ale jest ona na pewno łatwiejsza, niż takie codzienne zmagania. Życie jest piękne, ale co rusz stawia przed nami kolejne wyzwania, którym należy sprostać, które trzeba okiełznać. I tu z pomocą przychodzi mi pisanie.

Pisanie… jak staje się poetką? Dlaczego w ten sposób opisujesz świat?

Chyba nie mam innych talentów! Pisałam od dawna. W dzieciństwie tworzyłam okolicznościowe wierszyki, później tworzyłam bardziej dla siebie niż dla innych. Nie pisałam ciągle, miałam kilkuletnią przerwę, ponieważ pochłonęło mnie macierzyństwo, małżeństwo, praca zawodowa. Tak zatraciłam się w tym, że zapomniałam o czasie dla siebie. Byłam pochłonięta życiem przyziemnym, drobiazgowym, ale mimo nadmiaru zajęć czułam, że czegoś mi brakuje. Wróciłam do pisania, obecnie już nie pozwalam sobie na przerwy. Natchnienie przychodzi samo… jak niespodzianka, nagle otwiera się pewna przestrzeń, napływają myśli, a z nich powstaje wiersz. Kącik, łóżko, fotelik, altana – to są miejsca, które sprzyjają twórczemu procesowi. Ale nie są jedyną taką dobrą ku temu przestrzenią. Spostrzeżenia złapane w locie zapisuję, a w domu porządkuję je, bo wiem, że wcześniej czy później znajdą swoje miejsce w wierszu i z pewnością będą wykorzystane.

Wracasz pamięcią do swojego debiutu?

Tak. Mój pierwszy tomik ukazał się w 2012 roku i ten fakt potraktowałam jako wielkie wyjście do świata. Na tym chciałam poprzestać, podarować go rodzinie, znajomym… nic więcej. Ale nie udało się. Pierwszy występ publiczny zaliczyłam w wodzisławskim Muzeum, rok później. Do tego namówiła mnie Barbara Macharzyńska, wiele jej zawdzięczam. Wzbraniałam się przed spotkaniami autorskimi, a ona postawiła mnie przed faktem dokonanym. Dziś tego nie żałuję. Nawiązałam kontakt z innymi twórcami, z niektórymi zaprzyjaźniłam się. Rozpoczęliśmy współpracę, zaczęliśmy organizować wieczorki poetyckie, także charytatywne. Aktualnie, w klimatycznym otoczeniu, spotykamy się w ramach cyklu „Słowem o miłości”. Takie wydarzenia miały miejsce w pałacu w Boryni i w Porębie.

To oznacza, że jest zapotrzebowanie na obcowanie ze sztuką?

Myślę, że tak. Choć to, ile osób przyjdzie na takie spotkania nie jest dla nas wyznacznikiem ich sensowności. Bywa, że wysoka frekwencja nas zaskakuje, czasem towarzyszy nam mniejsze grono odbiorców, a czasem śpiewamy i mówimy dla siebie. Ale to też nas cieszy i dobrze się w tym czujemy, bo – po prostu – mamy potrzebę organizowania spotkań. I o ile mamy sposobność, chcemy przekonywać do poezji, zarażać słowem i aktywować innych autorów do dzielenia się tym, co tworzą.

Który z poetów nieustannie Cię intryguje?

Bardzo lubię poezję Ewy Lipskiej, zaś z klasyków uwielbiam Juliana Tuwima. I choć czytam różnorodne wiersze, czasem zniechęcam się szybko, może zbyt pochopnie, to najbardziej lubię w poezji zabawę ze słowem, rytm i melodię. Część moich wierszy jest rymowana pomimo tego, że aktualnie odchodzi się od tej praktyki, a nawet uważa się ją za zabieg nieco kiczowaty. Ale mi się tak podoba i z rymów nie rezygnuję, nie zawsze trzeba podążać za modą!

Komu dedykujesz swoją twórczość? Istnieje szczególna grupa jej adresatów czy raczej to poezja dla każdego, kto chce oddać się pewnej refleksji?

Myślę, że jest dla każdego… dla takich nadwrażliwców, jak ja. Dla osób, które czują pewien niedosyt, mają potrzebę doświadczania czegoś więcej, niż wyłącznie prozy życia. Dla osób, które szukają i urozmaicają sobie życie, sięgając po inne wartości. W końcu dla tych, co chcą minione doświadczenia przeżywać na nowo.

Bycie wrażliwym człowiekiem to dziś wada czy zaleta?

Z tym zawsze żyje się trudniej, ale na pewno nie jest to wada. Istotne, by odnaleźć niszę, jakikolwiek sposób na radzenie sobie z nadmiarem emocji i przeżyć. Wtedy jest dobrze. Ja uciekam w poezję, ona pozwala mi ten nadbagaż doznań spożytkować, przepracować i, jak wspomniałam, uporządkować.

W tomiku „Takie sobie piosenki” przeczytamy: A słowa jak balsam na duszę, uleczą bolączki i rany” co podkreśla, że słowo, jako narzędzie może nas ukoić, ale może też ugodzić niezwykle głęboko…

To prawda. Przede wszystkim uważam, że trzeba być w zgodzie ze samym sobą. W trakcie pisania moje emocje zmieniają się. To naturalne, przecież nieustannie coś w nas wartościuje, zanika, dojrzewa. To jest wiadome i dopuszczalne, że w jednym wierszu jestem zła, a w drugim na to samo mam już inne, świeże spojrzenie. I nadal jestem wiarygodna i uczciwa względem mnie samej. Natomiast, wobec takich ogólnych wartości, jestem niezmiennie wierna swoim zasadom i przekonaniom. Nie zmieniam ich w zależności od sytuacji, bo wiem, że czasami warto sprzeciwić się ogółowi, wychylić się i wyrazić swoje zdanie na dany temat. Jestem wyczulona na prawdę.

Autentyczność to istota tworzenia?

Tworzenia i życia. Warto pamiętać, że to, co sądzi ogół nie zawsze musi być moją prawdą. Mamy prawo do własnego zdania i trzeba mieć odwagę, by o tym mówić głośno. Wiem, że nie muszę się nikomu przypodobać, choć zaznaczam, że nie mam też w sobie potrzeby wojowania. Moja poezja też nie jest orężem do walki. Uważam, że czasem warto zamilknąć, aniżeli przytaknąć. Boję się wchodzenia w dyskusję, bo jestem w tym słaba. Za bardzo rządzą mną emocje. Bywa, że wycofuję się obstając przy swoim. Uważam, że lepiej jest powiedzieć jedno zdanie albo nic, niż powiedzieć za wiele. To nie jest ucieczka, czasem to jedyne sensowne wyjście.

Najnowsze Twoje dzieło „Drzwi na oścież” to także nie ucieczka, a zaproszenie do…

Najnowsze i najbardziej kochane… W tomiku znajdują się wiersze świeże, z którymi nie oswoiłam się jeszcze do końca. Zebrane w całość inaczej oddziałują. Tytuł „Drzwi na oścież” to także tytuł krótkiego wiersza zawartego w tomiku, za pośrednictwem którego z jednej strony zaznaczam, że wychodzę ludziom naprzeciw, otwieram się do ludzi. A z drugiej strony wyrażam też oczekiwanie na „coś”. W poczuciu osamotnienia, pustki z nadzieją czekamy na to, co ma się wydarzyć, czekamy na kontakt z drugim człowiekiem. Ten tytuł jest także zaproszeniem do poznania mojej poezji.

Czego zatem oczekujesz od życia?

Staram się żyć, może nie chwilą, ale nie planować zbyt odlegle, nagminnie nie myśleć o tym, co będzie za pięć czy dziesięć lat. Życie przynosi nam tyle niespodzianek, że warto skupić się na tym, co teraz i spełniać się w każdym dniu, aniżeli myśleć zanadto. Zdecydowanie bardziej sięgam do tego, co było, w głąb siebie, aniżeli w przód. Zanurzam się w przeszłości. Pewnie z tego powodu chętnie czytam pamiętniki, biografie, inspirują mnie historie innych i to, co po nich pozostaje. Lubię spacerować po cmentarzach, myśląc o tych, co odeszli. Takie spojrzenie wstecz pozwala nam dowiedzieć się czegoś o sobie. Pokazuje też jak kruche bywa życie.

Przemijanie, choć oczywiste, rzadko bywa w centrum naszych rozważań…

Tak, bo to trudny temat, ale ja nie unikam go w swoich wierszach. Życie pędzi, a i ja w tej chwili odczuwam potrzebę pewnego przyspieszenia, intensywności doznań. Chcę wiele doświadczyć, zwiedzić, zobaczyć, napisać. Zagarnąć jak najwięcej, bo nie wiem, ile jeszcze zostało mi czasu do wykorzystania. Nikt tego nie wie. Dlatego, nie potrafię się nudzić! Dlatego mam już pomysł na kolejne wiersze, kolejne tomiki.

Innych także do tego zachęcasz? Do pisania, rzecz jasna?

Ten, kto ma taką wewnętrzną potrzebę, będzie tworzył bez specjalnej namowy. Rzecz w tym, by dojrzeć do takiego momentu i zechcieć podzielić się swoją twórczością z innymi. To cenne zwłaszcza, gdy ma się coś do powiedzenia. Wtedy z pewnością nie warto chować swoich rozmyślań pod korcem. Wtedy trzeba pokazać się światu.

Choć o jakości nie świadczy ilość, to ciekawi mnie, czy pokusiłaś się o zliczenie swoich dzieł?

Tak precyzyjnie, to ich nie policzyłam. Mam sporo wierszy, które nigdy, z różnych powodów nie zostaną wydane. Czuję, że to poezja zbyt osobista, czasem mniej udana, której miejsce jest tylko w „szufladzie”. Wydałam cztery tomiki poezji, w zawieszeniu jest piąty i w nich w sumie pojawiło się około dwustu wierszy. To z nimi zapoznać mogą się czytelnicy.

A co oni sądzą o Twojej poezji? Prawią komplementy?

Ktoś mi powiedział, że moje wiersze są piękne i myślę, że w tym słowie zawiera się się wszystko, co potrzebowałam usłyszeć. Czasem też dziele się swoją twórczością na warsztatach, które prowadzi Maciej Szczawiński, człowiek wysokiej kultury, redagujący wiersze, piszący, będący z poezją za pan brat. Od niego także usłyszałam kilka pozytywnych opinii, co dodało mi skrzydeł. Ponadto, moje wiersze i poezja moich znajomych, były prezentowane na antenie Radia Katowice, a to kolejny powód do zadowolenia. Wielką radością było dla mnie wydanie płyty z moimi utworami, za których muzyczną interpretację i wykonanie dziękuję Zbyszkowi Bubakowi.

Dałaś się poznać jako poetka, ale i jako osoba o szczególnej wrażliwości na innych.

A… wspominasz wieczorki charytatywne. Takie inicjatywy dają mi to dużo radości. Myślę, że do nich wrócimy, choć wiele za ich sprawą nie zdziałamy w tym sensie, że nie zbierzemy pokaźnej sumy pieniędzy na rzecz konkretnej osoby czy konkretnego celu. Ale w takich inicjatywach nie tylko o to chodzi. Ważne jest też samo zaakcentowanie tematu, uwrażliwienie na potrzeby drugiego człowieka, nad którym warto się pochylić. I takie wydarzenia przyciągają, spotykają się z pozytywnym odzewem, co jest dowodem na to, że nasze społeczeństwo stać na coś więcej, niż tylko na spokojne konsumowanie życia. To jest budujące.

To teraz proszę, przyznaj się, kto do kogo wyciągnął rękę i skłonił do artystycznej współpracy, której efekty poznamy już 1 września.

Grażyna Zarzecka jest moją dalsza sąsiadka, znałyśmy się na odległość, tylko z widzenia. Nie byłyśmy w bliskich relacjach, takich jak teraz. I niezmiernie cieszę się, że udało mi się ją zaprosić do tego projektu. Wydarzenie „Poezja w wierszach, malarstwie i muzyce” to wspólny pomysł Zosi Bornikowskiej, której też wiele zawdzięczam i mój. Jestem przekonana, że wszystko ciekawie wybrzmi. Grażyna jest fantastyczną osobą, nie tylko maluje ale i pisze! Miałam okazję przeczytać parę jej utworów. Zaskoczyły mnie, pisze inaczej, ale jest to niesamowite. Widać w nich wielką wyobraźnię artysty! Namawiam ją, by 1 września w sali konferencyjnej dworca kolejowego, podzieliła się nie tylko obrazami, ale i poezją swojego autorstwa. Może się skusi, zobaczymy. Na to wydarzenie bez wątpienia warto przyjść. Doświadczymy siły trzech żywiołów. Dołączy do nas Henryk Krótki z Kurcbend Evergreens Orchestra. Proszę zwrócić uwagę także na to, że spotkanie poprowadzi Marek Grzebyk, ciekawa postać, człowiek, który zrobi to bez wątpienia świetnie. Zachętą jest też niecodzienne miejsce.

Dziękuję Ci bardzo za rozmowę.

Również dziękuję.

Rozmawiała Magdalena Szymańska

Skomentuj wpis jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • FOTORELACJE

  • wrzesien sierpien lipiec