brama

Napisane przez: lena 24-07-2018

Dziewięćdziesiąt lat świętuje z uśmiechem na twarzy

Imponuje pogodą ducha. Chętnie wraca wspomnieniami do tego, co było. Podkreśla, że przeżyła trudne chwile, biedę po wojnie, ale teraz to ma raj na ziemi. Mowa o Hildegardzie Bańczyk, która z radością świętuje dziewięćdziesiąte urodziny.

Jubilatka dzieciństwo spędziła na Starym Mieście. Na ulicy Zgody znajdował się jej dom rodzinny. – Pamiętam, jak niegdyś wyglądało nasze miasto. Pamiętam bryczki, wąski uliczki i domy, do których zajrzeć można było przez nisko osadzone okna – wspomina solenizantka. – Często wracam wspomnieniami do dziecięcych zabaw, wspólnie spędzanych chwil, skoków na skakance. Pamiętam jak pasło się kozy niedaleko torów – dodaje.
Pani Hildegarda była jedynaczką. Jako dziecko sporo chorowała, przetrwała ten trudny okres, a teraz – jak podkreśla z uśmiechem – los jej to wszystko wynagradza. Cieszy się każdą chwilą spędzoną w gronie najbliższych, a energię czerpie z obecności tych najmłodszych. Doczekała się czwórki dzieci – trzech córek i syna, ma 10 wnuków i 13 prawnuków. Póki co, bo kolejne maleństwo pojawi się na świecie niebawem. Z dumą opowiada o odwiedzinach bliskich jej osób, szczególnie tych, które tradycyjnie już odbywają się w niedziele. Każdorazowo, z utęsknieniem wyczekuje rodzinnych audiencji.


Ze względu na stan zdrowia nie może podróżować, ale kiedyś z przyjemnością wybierała się na przeróżne wycieczki. Z tatą, który był kolejarzem, później z mężem i dziećmi. Dbała o to, by spędzali czas aktywnie. – Parę lat temu pojechała do Częstochowy, do Wisły, wybrała się też Bieszczady – wspomina córka. – To mama miała decydujący głos w domu, dbała o nas najlepiej jak potrafiła. Tato pracował na kopalni, później był grabarzem, więc nie zawsze był w domu obecny. Opieka nad nami spoczywała przede wszystkim na barkach mamy. Zajmowała się nami i gospodarstwem. Dodatkowo dorabiała maglowaniem ubrań, robiła też wiązanki i wieńce na zamówienie. Była także kościelną, przez jakiś czas pracowała w sądzie – dodaje córka.
Domownicy do dziś wspominają specjały, jakie dla nich przyrządzała. Zaznaczają, że największym rarytasem były kluski ze śliwkami i jarzynowe zupy. Solenizantka uwielbiała czytać, zwłaszcza romanse. I teraz, choć wzrok już nie ten, chętnie oddaje się lekturze. Bierze lupę do ręki, zakłada okulary, siada nieopodal okna i podróżuje za pomocą książek. – Tu mi dobrze, mam swoją izdebkę, w której mieści się wszystko, czego potrzebuję. Mam cudowną rodzinę, która jest ze mną i otacza miłością. A ja kwitnę! – mówi jubilatka.


Rodzinna, troskliwa, opiekuńcza, a nade wszystko niezwykle pogodna – te słowa trafnie oddają charakter solenizantki. Do dziś ceni sobie rodzinne życie towarzyskie. – Okazji do wspólnego świętowania nie przepuszczam i mimo że czasami czuję, że powinnam odpocząć, nie wychodzę z imprez pierwsza. Przecież nie wypada! – zaznacza jubilatka. – Umierałam za młodu, teraz żyję intensywnie! – akcentuje z uśmiechem.
Z okazji tak znamienitego jubileuszu życzenia solenizantce złożyli: prezydent miasta Mieczysław Kieca i kierownik Urzędu Stanu Cywilnego Mirosława Meisel.

(Jeden komentarz)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • FOTORELACJE

  • listopad pazdziernik wrzesien