brama

Napisane przez: lena 03-04-2019

Dobrą wolę przekazują już od 26 lat

Kierując się tym, co podpowiada nam serce, opierając się na własnych zainteresowaniach i możliwościach, raz za razem podejmujemy rozliczne próby nadania życiu głębszego sensu. Nie zawsze są to próby udane, owocne. Nie zawsze nasze wyobrażenia trafiają na podatny grunt. W tym przypadku chęci przerodziły się w czyn.

A gest dobrej woli, który leżał u źródła powstania Fundacji, do dziś pozwala osobom zaangażowanym w jej działalność realizować misję życia, którą jest niesienie pomocy osobom niepełnosprawnym. Działalność Fundacji „Wspólnota Dobrej Woli” nie ginie bez echa, a trwa już od 26 lat.

Ukierunkowanie Fundacji i nieustająca współpraca z Wodzisławskim Ośrodkiem Rehabilitacji i Terapii Dzieci i Młodzieży przekłada się bowiem na poprawę zdrowia, komfortu życia i usamodzielniania wielu młodych mieszkańców nie tylko naszego miasta czy powiatu. Pomoc sięga bowiem znacznie dalej. – Wiele osób chce pomagać, chce wesprzeć nasze działania, odczuwam to bardzo często – mówi Wiesława Kiermaszek-Lamla, prezes zarządu Fundacji. – Osoby postronne, które mnie rozpoznają, z ciekawością pytają o to, w jaki sposób mogą coś dla innych zrobić. Ludzie angażują się w wolontariat jeszcze bardziej, jeśli wiedzą, że robią to z myślą o dzieciach specjalnej troski. To pobudza ich do działania. Nierzadko chcą zostać naszymi wolontariuszami i zaangażować się w coroczną kwestę, jaką prowadzimy na cmentarzach naszego powiatu. W zeszłym roku udało się dzięki zaangażowaniu takich właśnie osób, dużo większemu niż w latach poprzednich, zebrać prawie 78 tys. zł. Wysokość tej kwoty była dla nas pozytywnym zaskoczeniem – dodaje.

Tak zbierają środki

W ostatnią zbiórkę Fundacji włączyło się około 1100 wolontariuszy, których 1 listopada można było spotkać na blisko 45 cmentarzach. Ich działanie w każdym roku jest możliwe także dzięki pracy pedagogów, nauczycieli szkół powiatu wodzisławskiego, którzy przed kwestą spotykają się z przedstawicielami Fundacji i ustalając dyżury młodzieży na cmentarzach, dopinają wszystko na ostatni guzik. Młodym wodzisławianom prezes zarządu Fundacji przekazuje później imienne podziękowania, które okazują się bardzo przydatne w kolejnych latach edukacji. Jednakże podziękowania z serca płyną także do wszystkich, którzy stoją za ogromną pracą wykonywaną w okolicach Dnia Wszystkich Świętych, m.in. do księży proboszczów, pracowników WORiT, pracowników Urzędu Miasta i dbających o bezpieczeństwo kwestujących policji i straży miejskiej.

Wiesława Kiermaszek-Lamla podkreśla, że każdy datek ma znaczenie, jak i każda forma pomocy. Dobrym przykładem jest tutaj wsparcie, jakie Fundacja otrzymuje dzięki 1 procentowi podatku dochodowego. „Wspólnota Dobrej Woli” i WORiT nieprzerwanie zachęcają do okazywania swoim podopiecznym takiej pomocy. – Niestety z roku na rok coraz mniej datków z 1 procenta spływa na rzecz Fundacji. W 2018 roku było to już tylko nieco ponad 10 tys. zł – mówi z troską Wiesława Kiermaszek-Lamla. Ci, którzy wspomagają Fundację 1 procentem, mogą liczyć na miłą niespodziankę. – Na koniec roku, zazwyczaj w pierwszej dekadzie grudnia, piszę i przesyłam wszystkim darczyńcom podziękowania, dołączając do nich życzenia świąteczne i noworoczne. W ten sposób znowu zachęcamy ich do przekazania 1 procenta – dodaje.

Zebrane środki przeznaczane są na cele wskazane przez dyrekcję WORiT-u. Mowa przede wszystkim o zakupie żywności dla podopiecznych Ośrodka, jak również sprzętu rehabilitacyjnego czy dopłatach do szkoleń rehabilitantów. W ostatnich latach ze zgromadzonych funduszy w obiekcie została wymieniona m.in. klimatyzacja. Być może w następnej kolejności zaadaptowany do potrzeb niepełnosprawnych zostanie zlokalizowany przy budynku ogródek. Miałyby tam zostać zamontowane sprzęty zabawowe dla pacjentów miejskiej jednostki.

Szukając środków, Fundacja nie poprzestaje tylko na listopadowej kweście i środkach pochodzących z tzw. 1 procenta. Warto wspomnieć tu chociażby o przygotowywanych przez Wiesławę Kiermaszek-Lamlę wnioskach o dofinansowanie w ramach różnego rodzaju programów pomocowych.

Ludzie Fundacji

Fundacja skupia osoby o szczególnej wrażliwości. Nie są to postaci przypadkowe, a tylko te, które potrafią działać dla innych z potrzeby serca – tylko tyle i aż tak wiele. Inicjatywa powołania Fundacji „Wspólnota Dobrej Woli” powstała w 1992 roku. Tworzyli ją księża Dekanatu Wodzisławskiego i Pszowskiego oraz władze miasta Wodzisławia Śląskiego. Jej celem było niesienie pomocy dzieciom i młodzieży niepełnosprawnej, w czym pomóc miała budowa ośrodka rehabilitacji. Złożyła się na to praca konkretnych osób, w gronie których znaleźli się: ks. prałat Alfred Wloka, ks. Kazimierz Kopeć, Lech Litwora, Wiesława Kiermaszek-Lamla oraz śp. księża: Antoni Stych, Bolesław Kopiec, Gerard Wengierek i pastor Marcin Lukas. Ośrodek dla dzieci niepełnosprawnych rozpoczął swą działalność pięć lat później. Wybór lokum padł na budynek zlikwidowanego żłobka, który obecnie stanowi tylko jeden z segmentów WORiT-u. Dzięki wytężonej pracy i mobilizacji dziś WORiT służy wsparciem dla młodych mieszkańców powiatu i tym spoza jego granic. Ośrodek, zarówno dawniej, jak i teraz może pochwalić się wykwalifikowaną kadrą. Osoby w nim pracujące, poza wiedzą i umiejętnościami, posiadają cechę najważniejszą, jaką jest pozytywny i przyjazny stosunek do małych pacjentów.

– Wspominam ten moment, kiedy Lech Litwora przyjechał do mnie i zachęcał, żebym zaangażowała się w tworzenie Fundacji i w pracę nad dookreśleniem jej statutu. Poproszono mnie, bym zgodziła się zostać prezesem zarządu. Nie podjęłam decyzji od razu, chciałam ją przemyśleć, skonsultować z najbliższymi. Zgodziłam się zaangażować społecznie i absolutnie nigdy tej decyzji nie żałowałam. I tak wspólnie działamy od 26 lat – wspomina Wiesława Kiermaszek-Lamla.

W szczytnym celu

Dlaczego adresatami inicjatyw Fundacji „Wspólnota Dobrej Woli” są osoby z niepełnosprawnościami? Taka była wola jej założycieli, bez wątpienia słuszna. Pomysł zrodził się w czasach, gdy osoby z niepełnosprawnościami nie miały zbyt wielu możliwości na pozyskanie wsparcia poza domem, na realną możliwość rozwoju, wyjścia poza dobrze znane sobie środowisko. Szans na ciekawe spędzanie czasu także nie było zbyt wiele, rodzice zaabsorbowani wymagającą czasu opieką nad swoimi dziećmi, z rzadka mieli wolną chwilę dla siebie, co nie dodawało motywacji. Tak działającego ośrodka, czy fundacji nastawionych na wielotorowe wsparcie w najbliższej okolicy po prostu nie było. Zaistniała więc wyraźna potrzeba i – na szczęście – znalazła się odważna reakcja na nią. Cel został jasno zdefiniowany, rozpoczęły się poszukiwania miejsca. Na potrzeby Fundacji i Ośrodka zaadaptowano wpierw pomieszczenia, właściwie ruderę po byłym żłobku. Jednak tkwił w niej potencjał. Wybrano to miejsce, by się rozwijało i przeobrażało, by stanowiło bazę do wprowadzania systematycznie, w miarę możliwości finansowych, kolejnych budowlanych rozwiązań, a imponujące efekty widać dziś jak na dłoni. Ośrodek prężnie działa na dwie zmiany. Praktycznie każdego miesiąca na rehabilitację do WORiT dowożonych jest blisko 700 dzieci. Z pobytu dziennego korzysta 17 małych i młodych pacjentów. Ze wsparcia korzystają dzieci, poczynając od tych najmłodszych kilkutygodniowych, kilkumiesięcznych, które ze względu na zagrożenie nieprawidłowym rozwojem psychoruchowym wymagają intensywnego usprawniania oraz stymulacji rozwoju. To bardzo istotne, by rehabilitację rozpocząć jak najwcześniej. Kolejną grupę pacjentów stanowią dzieci z niepełnosprawnościami spowodowanymi następstwami uszkodzenia ośrodkowego układu nerwowego i układu ruchu, z mózgowym porażeniem dziecięcym, przepukliną oponowo-rdzeniową, Zespołem Downa lub innymi wadami genetycznymi. Niepełnosprawności tych nie można wyleczyć, ale zdecydowanie można pomóc dzieciom w tym, by osiągnęły wszechstronny rozwój zaradności i aktywności społecznej, niezależności w życiu codziennym. Ośrodek opiekuje się także dziećmi, u których zostały rozpoznane wady postawy, płaskostopie, koślawość kolan czy skolioza. W tych przypadkach stosowane są różne metody rehabilitacji, których celem jest przywrócenie możliwie maksymalnej sprawności fizycznej.

– Zasiadałam w radzie miejskiej, pracowaliśmy wspólnie z innymi radnymi nad uchwałą dotyczącą budowy Ośrodka. Prace objęto fachowym nadzorem, nic nie działo się chaotycznie czy nieprzemyślanie. Korzystaliśmy z porad projektantów, pomysły konsultowaliśmy z osobami, które miały już doświadczenie w budowie tak specjalistycznych placówek. Dokładaliśmy starań, by nasz Ośrodek działał jak najlepiej, by dzieciom stworzyć jak najlepsze warunki. Każdy sprzęt, każdy mebel, kolor czy inne detale były analizowane. Wyposażenie kupowaliśmy ze środków, jakie na rzecz Fundacji przekazali darczyńcy, podczas zbiórek na cmentarzach, balów, festynów. Do dziś na pamiątkę przechowuję piłkę nożną z autografami zawodników – księży i policjantów, którzy rozegrali charytatywny mecz podczas festynu w Marklowicach – wspomina z uśmiechem Wiesława Kiermaszek-Lamla.

Ochronić przed zapomnieniem

Te i inne niezapomniane momenty skrupulatnie gromadzi w prowadzonych przez siebie kronikach. O „skarbach” z przeszłości opowiada z ogromnym sentymentem. Zapisane fakty, wycinki z przeróżnych gazet, moment poświęcenia Ośrodka, zmiany wnętrz, wiele fotografii, wiele powodów do wzruszeń, wydarzeń i ogrom emocji – to wszystko, starannie opracowane, trwale chronić ma historię bogatą we wspomnienia od zapomnienia. I ocalić ją dla potomnych. – Czas mija nieubłaganie. Niektórych, ważnych i bliskich dla Fundacji i dla nas osób już nie ma. Pamiętamy o nich, to byli wspaniali ludzie, skłonni do poświęceń w imię konkretnego celu – mówi wyraźnie wzruszona prezes zarządu. Organizacja podjęła nawet stosowną uchwałę, by groby zmarłych, zaangażowanych w działalność fundacji księży odwiedzać regularnie. I tak obecni członkowie „Wspólnoty Dobrej Woli” jeżdżą na cmentarze do Kokoszyc, Radlina, na Wilchwy, Głożyny, a nawet docierają do Skoczowa.

Sens życia

Sposobności do wzruszeń Wiesława Kiermaszek-Lamla miała wiele. Nawet dziś ze łzami w oczach przywołuje te spontaniczne i te wynikające z działalności Fundacji spotkania z podopiecznymi Ośrodka. Ich zniewalająca otwartość, szczera reakcja na to, co starała im się ofiarować, budziła emocje, wobec których nie sposób przejść obojętnie. Zainteresowanie, integracja z prawdziwego zdarzenia, realna pomoc – od zapewnienia sprzętu do rehabilitacji, żywienia, dopłat do rehabilitantów, po możliwość korzystania z wydarzeń kulturalnych, sportowych – do dziś wyzwalają radość i satysfakcję wynikającą z przeświadczenia, że to, co stało się sensem życia Wiesławy Kiermaszek-Lamli, miało sens także dla innych. Dla tych, którzy 26 lat temu znaleźli się w centrum jej społecznej działalności i zainteresowania. – Są to wspaniałe, otwarte osoby. Jestem przekonana, że nasza działalność przyczyniła się do innego spojrzenia na osoby z niepełnosprawnościami. Otworzyła przed nimi wiele drzwi. Bo jasne jest, że zasługują na właściwe traktowanie, tak jak każdy z nas. Trzeba dać im szansę, by mogli w społeczeństwie zaistnieć. Nie można ich wyręczać z każdej czynności, a pozwolić robić to, co potrafią i jak potrafią. I doceniać. Pracowaliśmy na to przez ponad dwadzieścia lat i efekty dla obu stron są widoczne – mówi prezes Fundacji „Wspólnota Dobrej Woli”. – Kolekcjonuję w pamięci te ciepłe słowa, podziękowania, bo one zawsze motywowały mnie do pracy. Jednak czas robi swoje…powoli rozglądam się już za kimś, kto chciałby mnie zastąpić i chciałby kontynuować to, w co włożyłam tyle serca – dodaje z trudem. – Raz jeszcze zaznaczę, jesteśmy po to, by dzieciom dobrą wolę przekazywać, jesteśmy dla nich. Dobra wola leży u źródła naszej działalności – akcentuje.

 

 

Skomentuj wpis jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • FOTORELACJE

  • kwiecień marzec luty