brama

Napisane przez: lena 10-12-2020

Autoportret złożony z przeżyć


Ma precyzyjną, przenikliwą zdolność widzenia. Ma też unikatową zdolność do opowiadania. Nie potrzebuje słów, bo skutecznie przemawia obrazem. Z przekonaniem na swoich fotografiach pokazuje człowieka. I jest to obraz prawdziwy.

– Jakiego człowieka widzę na autorskich fotografiach? Widzę siebie! Uczyniłem temat ze swoich przeżyć. Jestem pewien, że w życiu nie ma przypadku, tak jak nie ma przypadku w mojej fotografii. Nie bez powodu pokazuję człowieka, który mnie ujmuje – mówi Tomasz Nessing.

Prawda w fotografii to rzecz bezcenna. Na niej zasadza się jej istota. Szczerość obrazu, przeżyć i historii, które można zawrzeć w kadrze. Pomysłów, inspiracji nie brakuje. To od autora zależy, w którą stronę skieruje swoją uwagę. On kieruje ją na drugiego człowieka. A uwaga ta podyktowana jest osobistym doświadczeniem. Poważnie traktuje osoby, jakie napotyka na swojej drodze. Ich historie autentycznie go ciekawią. Za każdym razem, nim naciśnie spust migawki, czuje, że to będzie ten właściwy moment. – Z powstałym obrazem można się konfrontować. I tak się dzieje. Widzę, ile emocji wzbudza odbitka zdjęcia, gdy trafia do rąk jej bohatera. Ten człowiek wie, że jest dla mnie ważny. Tak jak ważne staje się z czasem to zdjęcie dla niego – mówi fotograf.

Ulotność chwil

Wszystko ma swój czas, tak powtarzała mu mama. Miała rację. Dziś to wie, akceptuje i już się z tym nie kłóci. Wodzisław Śląski to jego miejsce, jego korzenie. To przestrzeń, która go ukształtowała, na której gruncie znalazł się z powrotem po wielu latach pracy poza miastem. Teraz w roli streetworkera. – Ulica? Dobrze spędzamy czas razem. Organizujemy go. Nie oceniamy dzieci w żaden sposób, nie grozimy palcem, jesteśmy z nimi. Każde z nich dźwiga swój bagaż doświadczeń i to też staram się poprzez fotografię pokazać. Zaakcentować w portretach to, że są wyjątkowi! Myślę, że na swój sposób każdy, kto fotografuje człowieka, musi go jakoś kochać – szczerze opowiada.

Fotografia to narzędzie, za pomocą którego po pewnym czasie możemy sprawdzić, ile się w nas samych zmieniło.Tak jak u Sławka, do zdjęcia którego fotograf powrócił po siedemnastu latach i sportretował go ponownie, w tym samym miejscu, co przed laty. Oboje mogli sprawdzić, jaką drogę udało im się przebyć. Bo fotografia to opowieść o przemijaniu. Nie ma zbyt wielu zdjęć z dzieciństwa. Ma za to kolekcję wspomnień. Ma w głowie obrazy złożone z utartych ścieżek, z miejsc pełnych emocji, zapachów. – Chodziłem już wtedy do fotograficznej szkoły policealnej. Byłem przekonany, że powinienem pracę dyplomową poświęcić dzieciakom, które mieszkały na moim osiedlu. Dlaczego się tym zainteresowałem? To był mój teren, gdzie się wychowałem, to było boisko, na którym i ja spędzałem całe dnie. Do dziś pamiętam, jak grał Maradona. Oglądaliśmy i podziwialiśmy go. To był nasz idol. Sam w przerwie meczu zbiegałem z czwartego piętra przed blok, podbijałem piłkę i rozemocjonowany wracałem. Każdy chciał być taki, jak on! – wspomina. – Dlatego też czuję dzieciaki na ulicy, wiem, że mają potencjał. Widzę w nich trochę siebie. No właśnie… jak Kacper napiera z piłą, to widzę siebie z dzieciństwa! Rodzaj fotografii, jaki uprawiam, jest próbą sportretowania tego, co sam przeżyłem. A ta intensywność doświadczeń powoduje, że mogę się mocniej wczuć w drugiego człowieka. Traktuję fotografię jako autoterapię. Z pewnością czerpię z niej wiele dla siebie – zaznacza.

Być po coś

To, co robi jest spójne. Nie koncentruje się na niedoskonałościach, nie szuka sensacji. Pokazuje człowieka – z jego emocjami, z jego historią. Nadaje mu godność. Daje też odbiorcom możliwość skonfrontowania tego, co widzą na fotografii, z tym jak o kimś myślą. Ciągnie go do człowieka nieidealnego bo, jak mówi, sam nie jest doskonały. Jego kadry składają się na szczery przekaz. W nieobdartych z godności portretach, jak w lustrze, przejrzeć się mógł niejeden z nas. To zacieranie się granic stanowiło i jest nadal ważną częścią twórczości Tomasza Nessinga. W swoich fotograficznych cyklach uwypukla kruchość granic, zaznacza przenikanie się odrębnych światów, uzmysławia, jak niewiele trzeba, by znaleźć się po drugiej, tej niekiedy trudniejszej do zniesienia rzeczywistości. – Szukam tego idealnego świata. Dostrzegam go w osobach z niepełnosprawnościami. Bliżej mi do nich. Przy nich czuję się bezpiecznie. Co dla mnie jest ideałem? To są te momenty, te drobne gesty, które tworzą niepodszyte fałszem relacje. W prostocie przejawia się wdzięczność. Nikt nie urodził się bez powodu, bez przyczyny. Każdy jest tutaj po coś, ja to czuję i tak uważam. Jestem tu po to, by… by zrobić coś dobrego w swojej słabości – zapewnia. Każdy z nas ma w sobie pewnie niedoskonałości, choć nie każdy chce się do tego przyznać, nie każdy potrafi się z tym pogodzić. Są tacy, co wolą żyć w stworzonych przez siebie wyobrażeniach niż w rzeczywistości. Obawiają się osądu, sprowadzenia ich osobowości do ciasnego w swych ramach stereotypu. – Bywa ciężko, ale są rzeczy, które dają mi kopa! I ja nie chcę, by mi ten ciężar zdjęto z pleców, jestem wdzięczny, że zdarza się w mym życiu coś, co pozwala mi go łatwiej nieść – mówi. Ma wspaniałą żonę Karolinę, która nie tylko twórczo go inspiruje, ale jest też dla niego prawdziwym przyjacielem.

Jak mówi, opiekuje się osobami z niepełnosprawnościami, samemu nie będąc doskonałym. Za to z ogromną wrażliwością podchodzi do drugiego człowieka. Bo to on daje mu siłę, jest dla niego terapeutyczny. Najłatwiej komunikuje mu się z innymi poprzez obraz. Bywa, że sięga po mocne kadry. Gdy fotografuje, musi być bardzo blisko akcji, by uchwycić jej sedno. Tak było, gdy uczestniczył w projekcie resocjalizacyjnym “Kochaj – nie odrzucaj”, który był inicjatywą wychowawców Zakładu Karnego w Jastrzębiu-Zdroju i terapeutów OREW, Polskiego Stowarzyszenia Na Rzecz Osób Z Niepełnosprawnością Intelektualną – koło w Żorach, gdzie pracował. Ów projekt z jednej strony ukierunkowany był na uwrażliwienie osadzonych, a z drugiej na terapię dzieci z głęboką niepełnosprawnością, na codzienną pracę fizyczną oraz mentalną. Zakończył się sukcesem także fotograficznym. Powstał nie tylko film dokumentalny “W roli ojca” wyreżyserowany przez Andrzeja Kałuszkę, ale i przejmujący dokument zbudowany z pięknych zatrzymanych w kadrze obrazów, autorstwa oczywiście – Tomasza Nessinga. Nikt nie miał wątpliwość, że to jemu powinno powierzyć się to fotograficzne zadanie. – Byłem w środku tych nawiązujących się relacji. Ujmowało mnie to jak wychowankowie ośrodka czekali na przyjazd osadzonych, jak byli niecierpliwi spotkania, jak powoli rodziła się między nimi więź. Było wiele emocji. Ciężko wybrać mi jedno zdjęcie, jeden najważniejszy kadr z tego projektu. Dlaczego fotografowałem? Bo miałem swobodę obrazowania, mogłem robić to tak, jak czułem. Bardzo cenię sobie wolność, którą otrzymałem od środowiska w kontekście tworzenia. Jestem wdzięczny za możliwość ukazania tych wyjątkowych relacji. To było budujące doświadczenie z którego czerpię do dziś – zaznacza.

Nieprzypadkowość życia

I takie też są jego fotograficzne wypowiedzi, których akcja toczy się w Wodzisławiu Śląskim. Nie upraszcza, nie idzie na skróty. Dotyka sedna egzystencji. Dzięki swej wrażliwości potrafi trafnie oddać to, co w danym momencie najwartościowsze. Takie bez wątpienia są reportaże dokumentujące jego pracę dla Wodzisławskiej Placówki Wsparcia Dziennego „Dziupla”. Takie też będą i te, które powstaną w ramach pracy na Warsztatach Terapii Zajęciowej. Bo wcześniej czy później wodzisławianin we właściwy sobie sposób i o niej nam opowie.

Bycie innym nie jest wadą. Do słuszności tego stwierdzenia przekonuje go życiowe doświadczenie. Narodziny jego syna Piotrusia, z zespołem Downa wiele zmieniły. Po pewnym czasie, po przejściach ma pewność, że to najlepsze, co mogło spotkać jego rodzinę. – Być może niektórzy uważają, że mój syn jest niedoskonały, a ja wiem i widzę, jak odmienił nasze życie. Działa w nim cuda! Daje poczucie sensu, nieustannie zaskakuje, motywuje i scala – zapewnia. – Trzymam go mocno za rękę z dumą. To daje mi siłę. I często go fotografuję – dodaje.

Próbuje go ująć niespodziewanie, w tych miejscach, które są w mieście zachowane, które sam doskonale pamięta. Te niezmienione nawierzchnie, schody naprzeciwko szpitala, pozostałości z przeszłości w rejonie dworca kolejowego. Jest jeden taki szczególny kadr. Zatrzymana w bezruchu chwila, gdy w kokoszyckim parku siostra zakonna łapie Piotrka za rączki i całuje je. – Jakby oddawała mu hołd. Tak to interpretuję. Ten gest, to zdjęcie ma dla mnie ogromne znaczenie… Nawet nie pytałem, czy mogę ten moment zapisać… Czułem, że muszę – dodaje. Przecież w życiu nie ma przypadków.

Polecamy Waszej uwadze fotografie autorstwa Tomasza Nessinga: 

https://bit.ly/3gz0FFv

https://bit.ly/3n8QbiD

https://bit.ly/39Yx8UA

Fotografie zamieszczone w tekście pochodzą z archiwum prywatnego Tomasza Nessinga. 

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


  • FOTORELACJE

  • grudzień listopad pażdziernik